środa, 30 marca 2016

Maseczki S.O.S.


Podczas tych kilku ostatnich dni świątecznej laby postanowiłam dobrze spożytkować czas wolny.  Nie chciało mi się jednak robić coś własnego i sięgnęłam po tak zwane maski gotowce.  Mam nadzieję, że i u Was święta upłyneły w przyjemnej, spokojnej i rodzinnej atmosferze.  Może, tak jak ja znaleźliście chwilę tylko dla siebie, bo jest to nam koniecznie potrzebne aby nabrać sił do walki z życiem. Dzisiejsze maski zakwalifikować można jako ekspersowe: to takie, które radykalnie poprawiają wygląd, redukując mankamenty z którymi borykamy się na co dzień. Przedstawiam Wam moją recenzję trzech ratunkowych maseczek S.O.S.

Perfekta Beauty Express Mask - moc roświetlenia


To maska, która roświetla cerę i nadaje jej zdrowy, wypoczęty wygląd, maskując cienie pod oczmi oraz wszelkie oznaki zmęczenia. Skóra nieodtleniona i zszarzała, po zastosowaniu tej maseczki powinna ulec radyklanej poprawie. Jest ona ostatnią deską  ratunku naprzykład przed wyjściem na jakieś przyjęcie. Co zapewnia ten natychmiastowy efekt S.O.S? Zawiera złoto 24 - karatowe i kwas hialuronowy. Dzięki nim skóra staje się dogłębnie nawilżona, zregenerowana i delikatnie roświetlona. Sugestia producenta jest taka, aby zastosować tą maseczkę np.pod makijaż nie zmywając jej. Niestety pomysł jest jak dla mnie chybiony. Mimo, że jest delikatna i przyjemna w zastosowaniu. Przypomina w konsystencji mleczno-perłowy żel. Po odczekaniu 20 minut nie wchłania się całkowicie, a drobinki złota tworzą świetlistą opalizującą powłokę. Nie preferuję raczej takich efektów wiec ją poprostu zmyłam, co również i Wam sugeruję jeśli bedziecie chcieli ją wypróbować. Ogólnie nie jest zła choć nie rewelacyjna. Cena to 1.90 zł. W składzie nie zawiera parabenów to z pewnością plus. Wydaje się dość wydajna. Wszystkie maski marki “Perfecta Beauty” są w dużych opakowaniach i wystarczają na 2 aplikacje. Gdybym jednak miała być szczera nie jest to wygodne opakowanie. Po nacięciu saszetki trzeba resztę jakoś zakleić, zabezpieczyć np. taśmą aby reszta nie wyschła. Czy nie lepiej byłoby zgrzać saszetkę na dwie odzielne porcje maseczki. Nie wiem dlaczego producent wybrał takie mało praktyczne opakowanie.


 

 Ocena działania w skali 1-5

WCHŁANIANIE: 3
NAWILŻENIE: 4
ELASTYCZNOŚĆ SKÓRY: 4

Skład: Aqua, Hydrogenated Poly-1-Decene, Glycerin, Sodium Hyaluronate, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer,  Silica, Cichorium Intybus Root Oligosaccharides, Caesalpinia Spinosa Gum,  Acetyl Heptapeptide-9, Colloidal Gold(nano), Acrylates/C10-C30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Carbomer, Hydraxyacetophenone, Phenoxyethanol, Disodium EDTA, BHA, Sodium Hydroxide, Parfum, Mica, CI 77891, Tin Oxide.

Perfekta Beauty Booster Mask - macierzyste odmładzanie komórek
Maseczka na twarz, szyję i dekolt dla kobiet dojrzałych, przy każdym rodzaju cery po 40 roku życia. Jej działanie to uzyskanie szybkiego efektu redukcji zmarszczek (lifting) jak określa producent “w 4 wymiarach”. W składzie posiada komórki macierzyste z arganu i róży, które widocznie wpływają na gęstość skóry. Dobre nawilżenie zapewnia kwas hialuronowy. Zawiera ona również liście baobabu, które poprawiają naprężenie skóry, jędrność i gładkość. Witamina C natomiast pobudza syntezę kolagenu oraz sprawia, że cera nabiera zdrowego kolorytu. Co do składu należy podkreślić, że nie posiada parabenów.Wprawdzie  nie jestem jeszcze w przedziale wiekowym dla którego została ona stworzona, jednak czasem używam bardziej silnie działających kosmetyków, gdy chcę uzyskać efekt natychmiastowej poprawy wyglądu skóry. Nie należy stosować takich metod często, bo można spowodować przyzwyczajenie się skóry do takich zabiegów.
Jaka maseczka jest podczas zastosowania ma delikatny zapach nie drażniący. Konsystencja jest zdecydowanie cięższa i mocno tłusta. Od razu po aplikacji daje pozytywne uczucie regeneracji. Twarz jest wyrażnie gładsza i napięta. Jednak nie mogłabym pozostawić jej bez zmywania. Ma dużą zawartość olejków wiec polecam ją zmyć wodą pomimo, że producent zmów sugeruje aby zostawić resztki do całkowitego wyschnięcia. Cena to ok 2 zł. Jest to maska na tyle dobra, że w razie potrzeby szybkiej poprawy wyglądu i smopoczucia na pewno po nią jeszcze sięgnę.
 
Ocena działania w skali 1-5

WCHŁANIANIE: 4
NAWILŻENIE: 5
ELASTYCZNOŚĆ SKÓRY: 5

Skład: Aqua, Paraffinum Liquidum, Isopropyl Palmitate, Caprylic/Capric Triglyceide, Glyceryl Stearate, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/VP Copolymer, Glycerin, Sodium Hyaluronate, Hydrolyzed Adansonia Digitata Extract, Carthammus Tinctorius Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Tocopheryl Acetate, Ascorbyl Palmitate, Linoleic Acid, Argania Spinosa Callus Culture Extract, Isomalt, Lecithin, Sodium Benzoate, Rhododendron Ferrugineum Leaf Cell Culture Extract, Lactic Acid, Stearyl Alcohol, Ceteareth-20, Ceteareth-25, Dimethicone, Hydroxyacetophenone, Phenoxyethanol, BHA, Sodium Hydroxide, Benzyl Benzoate, Benzyl Salicylate, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Buylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool, Hydroisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Parfum.

 Eau Thermale AveneTolerance Extreme

Ostatnią maseczkę dostałam w ramach testów programu konsumenckiego “Life Style” drogerii Super-Pharm. To oczywiście lubiana przeze mnie marka “Avene”.  Przeznaczona jest do skóry wrażliwej i nadwrażliwej oraz ma wykazywać działanie natychmiastowego nawilżenia i ukojenia. Opis składu brzmi na prawdę interesująco, to 7 “fizjo-kompatybilnych” i “fizjo-lekkich” składników.  Bardziej przystępnie mówiąc jest to maska która, opiera się na maksymalnie siedmiu składnikach oraz posiada wysokie stężenie gliceryny, co przynosi skórze uczucie wyjatkowej świeżości. Większość innych maseczek nakłada się na twarz na 15-20 minut, tą stosuje się zaledwie przez 5 minut.  Czas sugerowany w zupełności wystarcza, więc jeśli nie masz zbyt dużo czasu proponuję ten produkt. Maseczka Tolerance Extreme jest kosmetykiem sterylnym, czyli takim gdzie nie znajdzie się w składzie konserwantów, substancji powierzchniowo czynnych, zapachowych oraz regulatorów pH. Można powiedzieć, że w prostocie siła. Podczas zastosowania jej byłam niezwykle zadowolona  jest nie tłusta i dobrze się rozprowadza. Po całkowitym wyschnieciu i umyciu skóra twarzy jest delikatna, nawilżona a pory nie są zablokowane. Myślę, że można ją polecić osobom z tendencją do powstawania zaskórników. Cena 50.75 za opakowanie 50 ml.

Ocena działania w skali 1-5

WCHŁANIANIE: 5
NAWILŻENIE: 5

ELASTYCZNOŚĆ SKÓRY: 4

Skład: Avene Thermal Sring Water (Avene Aqua), Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Behenyl Alcohol Butyrospermum Parkii (Shea) Butter (Buyrospermum Parkii Butter) Carthamus Tinctorius (Safflower) Seed Oil (Carthamus Tinctorius Seed Oil), Sodium Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer Water (Aqua).
I tak oto upłynął mi czas błogiego świątecznego relaksu. Zapraszam do komentowania posta. Być może również lubicie jedną z prezentowanych dziś maseczek a może wszystkie J Jestem jak zawsze ciekawa, jakie macie doświadczenia w tym temacie.

Przeczytaj również: Sen to regeneracja

sobota, 12 marca 2016

Szepty bieli


 
 
Większość biżuterii, którą stosujemy jest tylko dodatkiem do całości. Inaczej mówiąć akcentem. Jak to z akcentem bywa może być to wykrzyknik. Mówiąc prościej, coś co krzyczy kolorem i błyskiem lub coś co zaledwie szepcze. Jakiś czas temu prezentowałam moja koncepcję charyzmatycznej bransolety, która jest świetnym dodatkiem do odważnych gotyckich stylizacji (tu). Dziś prezentuję bransoleto-pierścionek w łagodnej wersji. To taki romantyczny dodatek do czegoś bardziej stonowanego np. delikatnej białej  bądź pastelowej sukienki w stylu vintyge. Ja stylizacyjna eksperymentatorka spróbowałabym zastosować  taki szepczący bielą dodatek do czegoś prostego w swojej formie. Może byłby to dobrze skrojony ciemny granitur lub prosta mała czarna, utrzymanej w klimacie Coco Chanel. Koniecznie z wąskimi rękawami ¾ , bo przy takich oryginalna bransoleta stałaby się krzyczącym akcentem.  Kto powiedział, że do takich stylizacji pasują tylko perły. Myślę, że można a nawet trzeba czasem zastosować coś nowego i spojrzeć na naszą garderogę i dodatki z innej perspektywy. Jak zawsze czekam na Wasze obiektywne komentarze.
Przeczytaj również: Pink czy turkus
 

piątek, 4 marca 2016

Gadżety kobiety

 
Już za kilka dni “Dzień Kobiet”. Minęły te czasy kiedy wszystkie Panie dostawały przydziałowego goździka i rajstopy. Co dziś można kupić kobiecie, co by sprawiło jej przyjemność. Oczywiście, że może to być futro z norek, drodzy Panowie albo malutki pierścionek z brylantem.  Jednak warto poszukać czegoś nie drogiego, co sprawi w tym dniu radość i będzie jakimś synonimem prezentu. Powiem tak, co kobieta kupiłaby sobie sama w tym dniu i będzie to upominek trafiony. Wybrałam trzy rzeczy, wszystkie kupione w sklepie “Za 5 zł”, mówię tu o sieci tych tanich sklepów, które mają w asortymencie głównie chińszczyznę.   Można tu znaleźć coś cieszącego oko ale również można wyrzucić w błoto kilka złotych i kupić po prostu bezużyteczny bubel. Ponieważ często testuję nowe gadżety i ja na taki natrafiłam.
 
Pierwsza propozycja to woda kwiatowa “First Love” o zapachu różanym. Nie ma doskonałej jakości pod względem intensywności. Jednak zaletą jest jej estetyka bardzo ładne opakowanie i cudna buteleczka, która jest podróbką perfum Diora  J’Adore. W środku dodatkowy efekt wizualny. Małe drobinki złotego brokatu iskrzą się przy każdym poruszeniu flakonika. Z tej przyczyny może stać na toaletce choćby dla ozdoby.
 
Drugi trafiony kobiecy upominek to niezwykłe otwierane pudełko, które jest paletą z błyszczykami. Ach…ile razy my kobiety nie możemy się zdecydować, który odcień pomadki jest nam koniecznie potrzebny. Ten mały gadżecik rozwiązuje ten problem. Do dyspozycji jest aż 12 kolorów błyszczyka. Nakłada się go za pomocą małego pędzelka, który jest całkiem przydatny i poręczny. Owszem minusem jest fakt, iż kolory nie wystarczą na długo ale raczej o symbolikę tu chodzi. Myślę, że taki fikuśny prezent może się spodobać.
 
Na sam koniec chciałam opisać coś, co początkowo wzbudziło moje zainteresowanie. Szukałam dla siebie zestawu blaszek i stempla do robienia wzorków na paznokcie. Niestety nie jest łatwo w sklepach stacjonarnych dostać coś takiego. Wtedy znalazłam takie dziwne coś. Nie wiem jak to nazwać – stempel bez blaszek. Mówiąc szczerze nie widziałam tego na żadnym blogu ani nigdzie na intrenecie. Więc na pewno warto go opisać. Jest to stempel, który ma od razu wyżłobione wzory. Cena w porównaniu z tradycyjnym zestawem była kusząca (4.99), więc dałam się na to nabrać. Jak to używać? Na gumową powierzchnię nakłada się odrobinę lakieru. Następnie odbija się delikatnie kilka razy wzór na kartce papieru, aby odsączyć nadmiar lakieru. Na końcu przykładamy stempel do paznokcia i gotowe. To by było zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Jest to zwyczajnie chiński bubel. Mimo wielu prób z różnymi lakierami i moich dobrych chęci do opanowania dziwnej techniki odbijania wzorów, nie udało mi się osiągnąć pożądanego efektu. Stempel po prostu odbija rozmazane wzory lub miejscami nic nie odbija. Zdarza się, że wydam kilka złotych i jest to zakup nie udany. Dlatego nie proponuję takiego gadżetu na prezent nikomu.  Lepiej wydać trochę więcej i kupić  tradycyjny zestaw do robienia wzorków a na pewno każda dziewczyna/kobieta będzie z tego zadowolona. Pozdrawiam wszystkie Panie i życzę wielu udanych trafionych upominków takich od serca. No i oczywiście całus oraz kwiatek jest zawsze na czasie ;)…gdybym miała doradzać.

Przeczytaj również: W poszukiwaniu hollywoodzkiego uśmiechu

środa, 24 lutego 2016

Łap ten SWAP

 

Po kilku nieudanych podejściach głównie z braku czasu wybrałam się wreszcie na SWAP party we Wrocławiu.  To lutowe było jednocześnie jubileuszowym. W tym roku przypada 3 rocznica zorganizowania pierwszej tego typu imprezy.  Na spotkaniu można wymienić ubrania, buty, dodatki a widziałam nawet drobne kosmetyki. Zasady są bardzo proste na wymianę może przyjść każdy. Wstęp jest całkowicie bezpłatny i nie wymaga wcześniejszej rejestracji czy rezerwacji miejsca. Po prostu wpadasz i szukasz sobie dogodnego miejsca na prezentację tego co przyniesiesz ze sobą na wymianę.
 Niepisany regulamin to trzy dość czytelne zasady:
1. Przyniesione ubrania muszą być czyste i w dobrym stanie.
2. Celem głównym jest wymiana. Jeśli na prawdę nie masz możliwości wymiany, wtedy dozwolona jest sprzedaż, ale za niskie kwoty tj. do 10-15zł.
3. Wymiana dotyczy tylko ubrań, butów i dodatków.
 
 
 
Nie wiem czy byliście kiedykolwiek na takiej ciuchowej wymianie ale jest całkiem sympatycznie. Przynajmniej ja mam takie wrażenie. Jeżeli jesteś początkującym SWAP-ersem powinieneś zorganizować sobie jakieś wieszaki, to może ułatwić wyeksponowanie przyniesionych ubrań. Organizatorzy zapewniają kilka stojących regałów, są również do dyspozycji stoliki oraz krzesła.  Brakuje niestety lustra ale to wynika z faktu, że spotkanie odbywa się w miejscu udostępnionym jedynie gościnnie.
Idea jest dość ciekawa. Jest to pewna alternatywa dla second hand-ów.  Gdzie szukasz, szukasz i pomimo dużego wyboru nie zawsze znajdujesz coś dla siebie. Na SWAP-ie upolować można rzeczy unikatowe  i oryginalne. Czasem są to ciuchy, które wreszcie po latach ujrzały światło dzienne, bo wisiały w szafie z sentymentu. Innym razem, są to mniej udane zakupy właśnie z SH, ze względu na przykład, że właścicielka źle dobrała rozmiarówkę. Niektóre dziewczyny szperają specjalnie po sklepach z używaną odzieżą i szukają markowych ciuchów, które zawsze mają tu powodzenie. Sama nie kupiłam nic, bo jak zwykle zajęłam się wchodzeniem w temat, żeby Wam go opisać. Jednak moja przyjaciółka kupiła dość fajną torebkę po przystępnej cenie…za jedynego piątaka. Ogólnie jestem pozytywnie nastawiona do takich inicjatyw. Tu nie tylko chodzi o ciuchy czy handel. Jest to pewien krok; może trochę związany z ekologią, bo zanim coś wyrzucimy możemy dać mu jeszcze ostatnią szansę, a nuż spodoba się komuś innemu.  Z pewnością jest to przyjemna impreza dla kobiet, które po prostu lubią poszperać, obejrzeć, poprzymierzać. Oczywiście nic nie poprawia kobiecie humoru tak jak odprężenie się właśnie w taki sposób.  Na pytanie, czy można złapać bakcyla SWAP-ersa? Odpowiadam: tak owszem. Dziewczyna, którą poznałam na spotkaniu mówiła mi, że to jej dziesiąty SWAP i z pewnością nie ostatni. Jeżeli temat Was zainteresował polecam odwiedzić kolejną marcową wymianę. Odbędzie się 23.03.2016 r w dawnym Barze Barbara we Wrocławiu.Takie imprezy dostępne są również w innych miastach, bo swapping staje się modny. Drogie Panie przewietrzcie szafy na wiosnę  i dajcie swoim ubraniom szansę na drugie życie J
Przeczytaj również: Zwyczajnie kobieta


wtorek, 16 lutego 2016

Kosmetyka alergika

 
 
Pierwsze oznaki wiosny czuć już w powietrzu. Tak to już jest, że cieszą się z jej nadejścia prawie wszyscy. Celowo użyłam zwrotu prawie, bo nie należy zapominać o alergikach. Takie osoby  muszą dmuchać na zimne cały rok, czyli omijać kosmetyki które uczulają.  Po ostatnich moich testach mogę opisać Wam produkty jednej z wiodących marek kosmetycznych ukierunkowanych właśnie na klientów  z tendencją do alergii. To dość popularna również wśród blogerów marka “SYLVECO”.  Wypróbowałam dwa kremy i jeden szampon, więc może znajdziecie w tym poście coś interesującego dla siebie.
Zacznę może od : “Lekkiego kremu brzozowego” . Jest to hypoalergiczny, bezzapachowy produkt.  Przeznaczony do codziennej pielęgnacji każdego rodzaju skóry. Z szczególnym uwzględnieniem skóry przesuszonej bądź zmęczonej oraz narażonej na działanie czynników szkodliwych typu słońce lub zanieczyszczenia atmosferyczne. Analizując jego skład jest naprawdę interesujący. Podstawowy składnik to ekstrakt z kory brzozy, który pobudzania syntezę kolagenu i elastyny, uelastycznia skórę powstrzymując oznaki starzenia. Zawiera również ekstrakt z aloesu i ksilitol, co zapewni dłuższe nawilżenie i zmiękczenie skóry. Dobrze jeszcze wymienić naturalne oleje roślinne, których jest naprawdę dużo, masło karate, witaminę E, allantoinę i ekstrakt z mydelnicy lekarskiej. Ten ostatni składnik przyspiesza wnikanie aktywnych składników w głębsze warstwy skóry. Jak widzicie na zdjęciach użyłam zaledwie małej próbki. Jaki jest on w użyciu? To delikatny krem o konsystencji rozwodnionej śmietanki.  Po zastosowaniu na skórę twarzy daje uczucie natychmiastowego nawilżenia. Skóra jest ukojona  i nabiera blasku już po jednorazowym użyciu. Nie pozostawia tłustej warstwy wręcz lekko matowi tłuste partie. Świetnym pomysłem jest zastosowanie go jako baza pod makijaż. Skóra dobrze oddycha i jest wyśmienicie chroniona przed szkodliwymi czynnikami środowiskowymi. Na pewno jest wyjątkowo wydajny zaledwie punktowe zastosowanie go umożliwia wystarczające rozprowadzenie po całej twarzy. W sprzedaży dostępny jest w 50 ml słoiczkach, cena to od 23.99 zł za opakowanie.  Oceniając jego jakość całościowo to krem, który na pewno kupię i kto wie czy nie jeden raz. Bo do dobrych rzeczy należy się przyzwyczajać, taka jest moja dewiza. Natomiast te słabe kosmetyki, jak najszybciej należy zamienić na...lepsze :)
Skład: Aqua, Vitis Vinifera Seed Oil, Glycine Soja Oil, Xylitol, Sorbitan Stearate and Sucrose Cocoate, Butyrospermum Parkii Seed Butter, Glyceryl Stearate, Argania Spinosa Kernel Oil, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Stearic Acid, Cetearyl Alcohol,  Benzyl Alcohol, Betulin, Witamina E Tocopheryl Acetate, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Allantoin, Xanthan Gum, Dehydroacetic Acid, Saponaria Officinalis Root Extract, Lupeol, Oleanolic Acid, Betulinic Acid.
Z uśmiechem przejdę do następnego testu “Odbudowującego szamponu pszeniczno-owsianego”. Jest hypoalergiczny i zupełnie przeźroczysty, więc osoby z tendencją do alergii mogą go śmiało wypróbować.  Nadaje się do każdego rodzaju włosów - tak zapewnia producent. Ma pozytywne działanie na włosy osłabione lub wymagające regeneracji. W składzie posiada bardzo łagodne środki myjące, dzięki czemu można uniknąć podrażnień. Plusem jest zawartość hydrolizowanych niskocząsteczkowych protein  w formie wyciągów z pszenicy oraz owsa i to mnie w nim właśnie zachęciło. Z opisu  na etykiecie kosmetyku wynika, że ma pozytywny wpływ na nawilżone i elastyczność włosów. Czy tak jest? Na pewno przyciąga on intensywnym i przyjemnym zapachem trawy cytrynowej. Dzięki czemu mycie nim powoduje uczucie odświeżenia.  Konsystencja jest  gęsta więc dość obficie się pieni. Oczyszcza dobrze skórę głowy i włosy. Nie wiem dlaczego po spłukaniu miałam jednak wrażenie, że włosy są nieco szorstkie i mało miękkie być może zależy to od rodzaju włosów. Ja mam włosy farbowane (czyli bardziej przesuszone niż naturalne), więc nie zauważyłam natychmiastowego nawilżenia. Po myciu nałożyłam odżywkę pszeniczno-drożdżową “Babuszki Afagi”, która pasuje pod względem składu do tego szamponu ( proteiny pszenicy) i w tej konfiguracji sprawdził się dość dobrze, choć nie rewelacyjnie. Cena 21 zł za 300 ml.

Skład: Aqua,Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl betaina, Mel extract, Coco-glucoside, Panthenol, Hydrolyzed Oats, Hydrolyzed Wheat Protein, Cyamopsis Tetragonoloba Gum, Lactic acid, Sodium benzoate, Cymbopogon Schoenanthus Oil.

Ostatnim kosmetykiem testowanym z myślą o alergikach jest “Biolaven krem organic”. Nazwa może być trochę myląca, jednak producentem tej serii jest również “Sylveco”.  Nadaje się on do codziennej pielęgnacji skóry wymagającej i powinien być stosowany głównie na dzień. Opracowany skład ma chronić przed działaniem szkodliwych czynników, nadając skórze większą elastyczność i miękkość. Godny podkreślenia jest fakt, iż zawiera on olej z pestek winogron, witaminę E oraz naturalny olejek eteryczny z lawendy. Zamysłem producentów było opracowanie całej serii na bazie lawendy, która ma właściwości odświeżająco-nawilżające. Jeżeli szukacie kremu na skórę przemęczoną na przykład w okolicach oczu ten krem świetnie się sprawdzi. Jeszcze ostatni aspekt: cena. Za opakowanie 50 ml zapłaciłam 24,90 ale było na prawdę warto.
Skład: Aqua, Glycine Soja Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Sodium Stearate, Sucrose Cocoate, Glycerin, Urea, Xylitol, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Cetearyl Alcohol, Tocopheryl Acetate, Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Lavandula Angustifolia Oil, Parfum, Dehydroacetic Acid.

Wszystkie kosmetyki produkowane przez “Sylveco” mają bardzo ciekawą szatę graficzna. Wydają się być delikatne zarówno dla oka jak i dla potrzeb naszego ciała pod względem dobrze dobranych składów. Na opakowaniach są zawsze naturalne składniki na których ta firma kosmetyczna bazuje i które wyróżniają markę. Alergik i nie tylko alergik powinien tu zaleźć coś dla siebie.  Ja na pewno jeszcze sięgnę po mój ulubiony krem brzozowy.

Przeczytaj również: Japońska recepta na młodość

poniedziałek, 8 lutego 2016

Co powie Iris?

Zródło: www.irisvanherpen.com , wiosna-lato 2016, fot. Imaxtree
 
Przez pomyłkę wpisałam w przeglądarkę hasło:  Iris van Herpen Fashion Week Paris 3016 r. Czy coś się wyświetliło jak myślicie? To oczywiście żart ale postać jest jak najbardziej realna, choć jej futurystyczne projekty wyprzedzają wszystkie dotychczasowe techniki tworzenia i projektowania odzieży oraz obuwia. Jej pokazy zapierają dech całego świata mody jak również mój. Karierę rozpoczęła tuż po ukończeniu studiów w Instytucie Artez w Arnhen w 2006 r. Rok później powstały pierwsze projekty, które zaprezentowała na pokazach w Amsterdamie.
 
Zródło: Iris van Herpen & United Nude, kolekcja Cristallization 2011,www.zeberka.pl
 
Zródło: Iris van Herpen & United Nude, kolekcja Cristallization 2011,www.zeberka.pl
 
 
Dużym sukcesem okazała się współpraca z marką United Nude w 2011 r  gdzie przedstawiła swoje wprost genialne projekty obuwia. Od razu dostrzeżono jej talent porównując ją do Alexandra McQueen’a. Wszystko co tworzy jest czymś na pograniczu mody i sztuki.  Ci którzy twierdzą, że w modzie było już wszystko nie widzieli Van Herpen. Jest prekursorką techniki druku 3D elementów odzieży a następnie łączenia ich w jedna całość. Ulubione materiały które wykorzystuje do tworzenia to : sylikon, poliester, plexi. Jest szalenie precyzyjna podczas tworzenia wykonuje skany ciała swoich modeli dzięki czemu uzyskuje idealne dopasowanie ubrań. Ta nietypowa technika sprawia, że jej suknie to poszukiwanie nowych struktur i kształtów, które mogą posiadać właściwości dotykowe zbliżone do tradycyjnych tkanin. Jednocześnie dostarczają niespotykanych doświadczeń estetycznych, charakteryzują się bowiem niezwykłą lekkością.
 
Zródło: Iris Van Herpen kolekcja Biopiracy, www.itsnicethat.com
 
Zródło: United Nude &Iris-van-Herpen, kolekcja Biopiracy, www.dezeen.com
 
Zródło: United Nude &Iris-van-Herpen, kolekcja Biopiracy, www.dezeen.com
Inspiracją dla projektantki jest przyroda a nawet biotechnologia. W kolekcji Biopiracy wątkiem przewodnim były prace naukowców  oraz tworzenie ludzkich genów. Podczas pokazu modelki zostały jakby zawieszone w czasoprzestrzeni. Efekt taki Van Herpen uzyskała poprzez zamknięcie modelek w plastikowych torbach w pozycji embrionalnej  a następnie odessano z nich powietrze. Pomysł rodem z filmów science fiction.
 
W ramach Paryskiego Tygodnia Mody  projektantka pokazała najnowszą kolekcję wiosna-lato 2016 w kategorii haute couture. Sprawiła, że widownia jak zwykle zamarła z zachwytu. Inspiracją kolekcji pod nazwą Quaquaversal są żywe mosty z roślin, które zafascynowały Van Herpen w Indiach. Technika tworzenia tej kolekcji to oczywiście wydruk 3D. Materiały były cięte laserem, wyplatane ręcznie, tak aby w końcowym efekcie stworzyć ażurowa strukturę, która zmienia się w zależności od kąta patrzenia. Pozwoliłam sobie podlinkować w tym poście cały pokaz bo myślę, że wart jest obejrzenia.
 
 
 
 
Ciekawostką jest również fakt, że High Museum of Art od 7 listopada 2015 do 15 maja 2016 przedstawia przekrojowo twórczość Iris van Herpen. Dla tych co są za oceanem to nie lada gratka, polecam.Tak tylko czekam, co jeszcze pokaże nam ta projektantka w kolejnych kolekcjach, czym nas zaskoczy? Mam wrażenie, że to nie jest jej ostatnie słowo, bo z Van Herpen nigdy nie wiadomo w którym roku jesteś jak oglądasz jej pokaz.

Przeczytaj również: Seksistowski spot reklamowy

poniedziałek, 1 lutego 2016

Extravaganza

 
 
Motywacja do pozytywnych działań i projektów jest dostępna właściwie wszędzie. Wystarczy tylko chcieć. Taką zasadą się kieruję. Coś co dla jednego może być bardzo trudne innej osobie przychodzi z niezwykłą łatwością. Oczywiście myślę tu o kreowaniu naszego wizerunku.Tak prawdę powiedziawszy w dzisiejszych czasach trzeba być transparentnym żeby zostać zauważonym.  Czy można zrobić, zaprojektować coś z dedykacją dla kogoś? Myślę, że tak. Taki właśnie dedykowany jest dzisiejszy post. Extravaganza czyli ekstrawagancja albo bardzo mocno zarysowana transparentność. To nić przewodnia w stylizacjach kilku bardzo znanych piosenkarek. Obserwując ich karierę widzę, że często siegają po biżuterię naprawdę  wyjątkowo oryginalną. Mam tu na myśli Edytę Górniak, Kayah, Marysię Sadowskią, Małgorzatę Ostrowską. Wszystkie Panie słyną z niestandardowo dużych i ciekawych kolczyków oraz naszyjników. Pamiętam Małgorztę Ostrowską w czasach wczesnego “Lombardu”, właściwie wszystko miała bardzo odważne:  fryzurę, make-up no i oczywiście kolczyki. Ech, te szalone lata 80-te może wtedy po prostu wypadało być transparentnym. Mimo wszystko miłość do nieszablonowej biżuterii została u wymienionych artystek. Komplet extravaganza zrobiłam właśnie z dedykacją dla nich. Kolczyki to liście w kolorze ciemnej zieleni z piórami w odcieniu turkusowym. Długość jak na ektrawaganckie dodatki przystało, czyli 11 cm…o dużo? W sam raz dla odważnych. W komplecie jest również naszyjnik z tymi samymi ozdobnikami, które zastosowałam w kolczykach. Ja sama ubrałam ten komplet na razie jedynie raz ale na pewno jeszcze będzie okazja go włożyć. Tak się zastanawiam czy uważacie, że takie projekty są hot or not ? J

Przeczytaj również: Zachód czarnego słońca

czwartek, 28 stycznia 2016

Ostropestowe złoto

 
Poszukiwacze skarbów zwłaszcza tych z naturalnej półki kosmetycznej powinni być naprawdę usatysfakcjonowani. Pewnego razu na stronie z poradami odkryłam ten złoty dar natury. Jest trochę mętny i nie przypomina znanych mi wcześniej olejów. W okresie zimowym nasza skóra jest bardziej wysuszona i skłonna do podrażnień. Warunki atmosferyczne nie wpływają korzystnie również na nasze włosy. Ulgę może przynieść stosowanie oleju ostropestowego. Uzyskuję się go poprzez proces zimnego tłoczenia nasion ostropestu plamistego. Mimo, że nie jest tak popularny jaki inne naturalne oleje posiada szerokie spectrum działania w kosmetyce. Sama wypróbowałam go w każdej możliwej postaci. Jako składnik masek do olejowania włosów, jako wspomagający dodatek do maseczek oraz jako oliwka do rąk, paznokci i skóry twarzy.
Olejek ostropestowy to bogactwo wielu skaładników. Zawiera dużą ilość kwasu linolenowego, który należy do wielonienasyconych kwasów tłuszczowych (NNKT). Jest ceniony ze względu na obecność w składzie mieszaniny flawonolignanów zwanych sylimaryną. To właśnie ten składnik jest bardzo korzystny na regenerację uszkodonych komórek wątroby.  Dokładniej omawiając skład można również wymienić: toksyfolinę, histaminę, alkohol dehydrokoniferylowy, tyraminę, śluzy, kwercetynę, kwasy organiczne, witaminy C, K, E, fitosterole, zwłaszcza β-sytosterol, garbniki, białka, cukry oraz sole mineralne. Ogólne działanie zdrowotne ostropestu było znane już w starożytności.  Odtruwa organizm, obniża poziomu cholestreolu, działa ochronnie na przewód pokarmowy, zwiększa odporność i siły witalne. Jeżeli zastosuje się go w formie doustnej. Po zastosowaniu zewnętrznie na pewno nikt nie bedzie rozczarowany. Działanie oleju ostropestowego wpływa również bardzo korzystne na skórę i włosy. Olej ten jest bogaty w witaminę E, która jest silnym przeciwutleniaczem, niwelującym szkodliwe wolne rodniki. Zawiera także sylimarynę, chroniącą skórę przed wpływem wolnych rodników. Natomiast kwas linolenowy  zmniejsza problemy skórne w przypadku łuszczycy. Złocisty olej ostropestowy  stymuluje odnowę komórkową skóry wykazując działanie regeneracyjne i nawilżające. Pomaga w odbudowie bariery lipidowej naskórka. Dodatkowo zmniejsza partie zaczerwienionej skóry oraz delikatnie ją rozjaśnia. Jest doskonały w typach skóry z problemami. Przyspiesza gojenie ran, zwałszcza egzemy, łagodzi nadmierne rogowacenie naskórka. Można go polecić dla młodzieży z problemami typu trądzik oraz do codziennej pielegnacji skóry tłustej. Bardzo dobrze się wchłania i nie zatyka porów dlatego jest dość wygodny w zastosowaniu.
Ja kupiłam go ponieważ dostałam jakiegoś rodzaju alergii na dłoniach prawdopodobnie po użyciu detergentów. W takich przypadkach olej ostropestowy jest doskonałym naturalnym lekiem, który mi naprawdę pomógł. Gdy smaruje się nim dłonie i paznokcie bardzo pozytywnie wpływa na poprawę ich kondycji. Na pewno w okresie zimowym kiedy dłonie są narażone na negatywne czynniki atmosferyczne dobrze pamiętać o regularnym wcieraniu tego oleju, a nasze ręce będą  zadbane i zdrowe.
 
Dlaczego olejować nim włosy? Odpowiedź jest prosta. Ponieważ wpływa dobroczynnie na poprawę budowy włókien włosowych.  Po jego zastosowaniu włosy są bardziej elastycze nie rozdwajają się i nie ulegają przesuszeniu oraz są dobrze nawilżone. Stosowanie go wpływa korzystnie na skórę głowy gdyż poprawiaja elastyczność naczyń włosowatych. Jednocześnie stosowanie oleju ostropestowego powoduje porost włosów i ogranicza nadmierne  ich wypadanie.
 
Myślę, że udało mi się przekonać moich czytelników do wypróbowania oleju z ostropestu plamistego. Na pewno nie jest najtańszy 100 ml buteleczka kosztuje 11.50 zł. Jednak przy umiejętnym stosowaniu wystarcza na dość długo. Nie stosowałm go w czystej postaci na włosy raczej dodawałam po łyżeczce do masek. Zrobiłam również kilkakrotnie świetną odżywczą maseczkę na skórę twarzy, której przepis Wam podaję.
Do miski należy wsypać dużą łyżkę stołową czarnej glinki (może być również inna jeżeli taką preferujesz). Następnie dodać jedno żółtko, jedną łyżkę stołową oleju ostropestowego i jedną lub dwie łyżki jogurtu. Uzykaną szaro-mazistą papkę nakładamy na oczyszczoną skórę twarzy. Po 20 minutach oczyszczamy zmywając letnią wodą. Stosowanie tej maseczki to naprwdę strzał w dziesiątkę ma w sobie wszystko co najlepsze. Minerały z glinki, witaminy i substancje odżywcze z żółtka oraz właściwości nawilżające dzięki zawartości oleju ostropestowego.
Olej polecam również do stosowania “sauté” bez żadnych dodatków. Na oczyszczną skórę twarzy najlepiej przed snem, należy wetrzeć zaledwie kilka kropel oleju. Doskonale się rozprowadza i szybko wchłania. Po kilku dniach stosowania odczujecie jak dobrze napięta i nawilżona może być Wasza skóra. Tego nie zapewni żaden krem. Poza tym dobrze sięgnąć po naturalne produkty pozbawione nadmiaru chemii, która nie zawsze pomaga a czasem szkodzi. Zapraszam do komentowania posta być może macie jakieś doświadczenia po zastosowaniu oleju ostropestowego.

Przeczytaj również; Lniana kuracja

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Ultragalactic


 
 
Galaktyka w zasięgu pędzla. Lubię takie łatwe i szybkie manicure’owe stylizacje. Z pewnością również  i Wy tak macie, że trzeba gdzieś wyjść i w kilka minut wyglądać szałowo.  Ten efektowny manicure wykonałam na tegorocznego Sylwestra. Obserwując trendy niebieski i jego odcienie są niesamowicie popularne w palecie barw lakierów dostępnych na rynku.   Ja moją stylizacje paznokci zatopłam w głebokim odcieniu ultramaryny akcentując skrzącym się brokatowym topem z drobinkami zieleni i srebra. Jak wykonać ten ultargalaktyczny manicure? Płytkę paznokci należy najpierw zabezpieczyć lakierem podkładowym gdyż ciemne odcienie lakierów mogą barwić nieestetycznie płytkę paznokcia.  A tego chciałabym uniknąć. Nastepnie maluję dwie warstwy ultramarynowym lakierem marki Mini Cantare (cena 2.20 udało mi się, bo był przeceniony). Po dokładnym wysuszeniu nakładam ostatnią warstwę brokatowego lakieru  Lemax Colour (cena 2.50 również z przeceny).  I efekt gwiździstego nieba gotowy! Oba lakiery nie należą do najtrwalszych. Jednak 2-3 dni na pewno będziecie się  nim cieszyć bez problemów.  Jeżeli uda Wam się upolować takie  lub podobne lakiery. Jeszcze tylko chciałam dodać, że pierścień ze zdjęcia jest również mojego autorstwa J

Przeczytaj również: Domowe SPA na twarz

 

środa, 13 stycznia 2016

Jedna sukienka




Karnawał w pełni należy się cieszyć, bawić i może trochę pomarzyć. Świat obiegła informacja, że w amerykańskiej loterii “Powerball” do wygrania jest niebagatelna kwota 1,3 mld dolarów w przeliczeniu na złotówki to jakieś 5,2 mld zł. Ogólnie nie lubię tematu finansów zwłaszcza w kontekście garderoby przeze mnie kupowanej. Skłoniło mnie to jednak do przemyśleń. Gdyby zdarzyło się wygrać w takiej loterii z pewnością ziściłoby się wiele moich i nie tylko moich marzeń. Myślę tu o najbliższych oraz o przyjaciołach, bo samemu takiej kwoty żaden człowiek nie roztrwoni. Z tym tematem jest również związana pewna karnawałowa sukienka, która wciąż  czeka na wystawie, może na mnie jak w “Powerball” mi się poszczęści. Sukienka jest z tak zwanych wymarzonych. Projekt “By Gosia Baczyńska”. Jedna sukienka, niby nic jednak jej cena przerasta kieszenie większości zwykłych zjadaczy chleba również moją. Kosztuje tu uwaga…9800 zł.  Wystarczyłoby włożyć tylko ją i poczuć się naprawdę luksusowo, co widać na dodanej powyżej fotografii.  Wszystko co wybrałam do niej jest tylko maleńkim uzupełnieniem.  Pomyślałam o dodatkach z akcentami złota lub alternatywnie z dodatkami w kolorze srebra. Sukienka jest przylegająca do ciała w dużej mierze to przeźroczysta koronka, więc jest naprawdę odważna. Takie projekty zobaczymy obecnie na wielu czerwonych dywanach. Gwiazdy po prostu uwielbiają takie prowokujące projekty. Najlepszym przykładem może być zarówno Beyonce jak i Kardashian one mają odwagę, żeby włożyć coś w tym stylu.








 

No dobrze ale co do tego? Buty właściwie ich nie będzie widać przy takiej długości sukienki. Znalazłam dwa modele, które będą idealne moim zadaniem. Pierwsze to szpilki ze złotą dekoracją na pięcie i obcasie (T.TACCARI, cena 129 zł),są eleganckie i naprawdę na czasie. Jeżeli zdecydowałabym się na dodatki srebrne, lepsze byłyby czółenka w stylu lat 50-tych z zaokrąglonym czubkiem, trochę dziwnym obcasem i kokardą z przodu(T.TACCARDI, cena 59 zł). Te buty są jednak chyba bardziej wygodne i lepsze do tańca, a o tym należy pamiętać podczas karnawałowych szaleństw. Do czarno-złotych butów i całej stylizacji w tej tonacji pasują długie złote kolczyki marki NANU. Jeśli chodzi o koszt to pierwsze kolczyki od lewej na zdjęciu są za 16.99 zł, a drugie za 22,99 zł. Osobiście wybrałabym chyba te dłuższe kolczyki. Są bardziej widoczne, wiec ożywiłyby klasyczny styl sukienki. Do złotej stylizacji pasowałaby również kopertówka z motywem wężowej skóry (torebka KARI, cena 89 zł). Ponieważ model sukni zaprojektowany przez G.Baczyńską jest z niesamowicie dużym dekoltem można pomyśleć o czymś na szyję. Jeżeli wybierzemy stylizację srebrną idealnym i zwracającym uwagę akcentem byłaby kolia MOHITO, duża ciężka mieniąca się kryształkami i łańcuszkowymi frędzlami (cena 39.99 zł).
Wszystko wokół jednej sukienki która jest moim numerem jeden na karnawałowej “Wish List”. Cała reszta to zaledwie drobne dodatki, bo do tak ciekawego projektu pasuje tak naprawdę wszystko. Dobrze mieć  takie rzeczy przemyślane i zaplanowane na wypadek nagłego przypływu gotówki. Mam nadzieje, że odbiorcy mojego bloga poczują się stylowo nawet w małej czarnej. Wszak podczas zabaw karnawałowych najistotniejszy jest dobry nastrój i towarzystwo, a to jest czasem bezcenne.

Przeczytaj również: Czarny minimalizm

wtorek, 5 stycznia 2016

Wybrzeże zmysłów – LA RIVE


 

Zapachy zdradzają  jakimi  jesteśmy naprawdę.  Zmysł powonienia jest
10 000 razy bardziej czuły niż zmysł smaku. Po zapachu można określić czy osoba jest dominująca czy uległa. Właściwie ten post miałam napisać przed świętami, bo być może podrzuciłabym komuś pomysł na fajny prezent. Jednak zabrakło mi czasu. Perfumy i wody toaletowe to najbardziej trafny prezent praktycznie dla każdego. Pod warunkiem, że znamy gust danej osoby. Na pewno pod wieloma choinkami były takie upominki mniej lub bardziej udane. Ja bardzo lubię subtelne kwiatowe zapachy. Jednak posiadające jakiś akcent  który sprawia, że pamiętamy osobę która ma go na sobie. Marka La Rive (Wybrzeże) dostarcza mi zawsze niezapomnianych wrażeń zapachowych. Wybrałam trzy kompozycje, które śmiało można polecić.

La rive - FOREVER WOMAN
Niedawno pisałam o zapchu magnolii. Było o tym, że warto go poszukać. W tych perfumach taką nutę zapachową odnalazłam.  Jak nie wierzyć w przypadki. Jeszcze w tym samym miesiącu dostałam od przyjaciółki La Rive – Forever Woman, której przy okazji dziękuję serdecznie bo wiem, że czasem zagląda na mojego bloga.  Jak opisuje ten zapach producent to: “Świeża, kwiatowa kompozycja dla kobiet subtelnych i eleganckich.”  Ja powiem od siebie, że jest jak wiosenny powiew wiatru gdy otworzymy okno a za oknem rośnie piwonia, magnolia i kwiat lotosu. Tylko gdzie są takie ogrody? Dlatego lepiej znaleźć ten wiatr w małym flakoniku perfum. W rozbiciu na poszczególne nuty zapachowe można się doszukać:
Nuta głowy: akord lodu, owoc guzu, granat
Nuta serca: piwonie, magnolia, kwiat lotosu
Nuta bazy: drzewo acjon, ambra, piżmo
Cena to ok. 21.62 (w zależności gdzie zakupimy)   za flakon 90 ml
 

La Rive - WOMEN IN LOVE
 
Jak to na wakacyjnych wybrzeżach bywa możemy spotkać zapach nieco mocniejszy albo miłość.  Taka właśnie jest woda perfumowana La Rive –Women In Love. To odpowiednik zapachu "JAdore" marki Christian Dior. Jak można się domyślić dużo tańszy, wiec pozwoliłam sobie aby "In Love"  wypróbować. Później pamiętając o prezentach chciałam go kupić pod choinkę komuś w rodzinie. Jest taki drapieżny i pociągający ale w sam raz dla kobiet dzisiejszego świata, przebojowych i energicznych.  Nazwa sugeruje, że można się w  nim zakochać i tak rzeczywiście jest.  To mieszanka zapachów totalnie kobiecych i bliskich sercu.
 
Nuta głowy: mandarynka, bluszcz
Nuta serca: fiołek, róża, orchidea afrykańska
Nuta bazy: piżmo, drzewo amarytowe.
Cena to ok. 19.37 (w zależności gdzie zakupimy) za 100 ml
 

La Rive - LILY OF THE VALLEY
Tak są takie zapachy których już nie znajdziemy. To tylko wspomnienie miłe oczywiście. Te perfumy kupiłam kilka lat temu na prezent dla mojej mamy.  Zarówno ona jak i ja uwielbiamy konwalię, bo jest niepowtarzalna zmysłowa  i delikatna.  Nie wiem dlaczego producent wycofał się z tej niesamowicie lubianej przez wiele kobiet linii zapachowej.  To zagadka której zupełnie nie rozumiem. Owszem z tego co pamiętam perfumy nie były najtańsze ale za niektóre warto zapłacić każdą cenę pod warunkiem, że są dobej jakości. Te były naprawdę wydajne. Opakowanie mieściło 90 ml, wystarczały na bardzo długo a zapach był naprawdę konwaliowy. Nie mogę ich już nikomu polecić a szkoda. Taki mały pstryczek dla producentów, aby nie postępowali zbyt pochopnie, bo my kobiety wracamy do zapachów nawet po latach. Z pewnością i czytelniczki mojego bloga mają takie ulubione perfumy do których wracają i nigdy im się nie znudzą.

 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...