Etykiety

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stylizacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stylizacje. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 lipca 2017

Teraz jest czas na red&blue


Od bardzo dawna nie pisałam nic na moim blogu. Chciałam przeprosić moich wiernych czytelników ale tak mi się ostatnio układa w życiu prywatnym, że mam trochę mniej czasu na blogowanie. Jest to jednak jedna z przyjemniejszych rozrywek, więc nawet jeśli przygotuję dla Was coś rzadziej będą to posty przemyślane i takie, które Was mam nadzieję zainteresują. Ponieważ lato w pełni chciałam zrobić letnią sesję modową. Wiecie kapelusz, paleo i espadryle. No, może jeszcze sorbet lodowy i leżak by się przydał. Nie...za dużo chciałabym od życia, wszak aura nie sprzyja plażowaniu. Jest jednak rozwiązanie na taką pogodę jaką mamy ostatnio w Polsce. Dobrze w takim przypadku mieć coś luźnego nie formalnego ale jednak optymistycznego.






 Sesja, którą zrobiłam z moją przyjaciółką była propozycją na ubiegłoroczną gorącą jesień i kto by przypuszczał, że tegorocznego lata również będzie jak znalazł. Postanowiłam połączyć dwa skrajne kolory, mianowicie ciemny granat i soczystą czerwień. Nie wiem czy unikacie może takich połączeń ale ja je bardzo lubię kontrast jest pożądany w modowych stylizacjach. Zatem przedstawiam Wam zestaw red&blue jaki udało mi się wykombinować. Zacznę od góry. Mam na sobie ciemno niebieską kurtkę, o bardzo ciekawym kroju ze stojącym kołnierzem, która jest zapinana na haczyki dlatego idealnie opina sylwetkę, dzięki czemu wygląda się smuklej w takim modelu. Wykończona jest bardzo fajnymi dużymi miedzianymi guzikami na rękawach i w klapie kołnierzyka. Kurtka jest marki "Love Jeans" całkiem udany zakup, bo pasuje również do jeansowych spódniczek. Bawiąc się zasadą kontrastu w dzisiejszej stylizacji wyszukałam w mojej szafie karminową koszulę. Bardzo ją lubię kupiłam ją kilka lat temu przypadkowo w Biedronce i nie żałuję. Ma długi rękaw wiązany na tasiemki i szalenie kobiecy krój. Zastanawiam się czy nosicie takie koszule. Ta, którą Wam prezentuję to tzw. baskinka, czyli bluzka z falbanką u dołu. Koszula tego typu jest wymarzona dla Pań o budowie ciała określanej jako "klepsydra" oraz dla osób o budowie ciała zbliżonej do "kolumny" lub "prostokąta". Dlaczego? Kształt falbanki sprawia, że optycznie uwypuklają się biodra a talia wydaje się bardziej szczupła. Jeżeli macie taką budową ciała proponuję częściej sięgać po baskinki, które ukrywają również niewielki brzuszek...pod warunkiem, że jest widoczny :) To tyle o trikach związanych z baskinką. Przejdźmy do dołu stylizacji. Ubrałam do tego zestawu denimowe jeansy z wysokim stanem. Ostatnio taki krój spodni wrócił do łask i bardzo się cieszę z tego powodu. Ponieważ nie zawsze spodnie kończące się na wysokości pępka pasują do każdej stylizacji. Nie mówiąc o budowie ciała. Jeżeli bluzka jest krótsza powinno się zastosować zdecydowanie taki model spodni. 





No i na samym końcu pomyślałam o dodatkach. Z tym miałam trochę kłopotu. Na wyprzedaży w sklepie CC, kupiłam bardzo tanie i fajne buty na koturnie za jedyne 25 zł, więc to była okazja, bo wyjściowo kosztowały 49.99 zł.  Stylistycznie to kombinacja niebieskiego zbliżonego do kolorów jeansu i czerwieni...bardzo zainspirował mnie także ten kwiat którym są wykończone buty. Ach, ten kwiat sprawił, że zaczęłam szukać motywu kwiatów w pozostałych dodatkach. Podczas ciuchowych polowań po secound hand'ach znalazłam dużą wygodną torebkę typu worek, która jest wykończona srebrnymi ozdobnikami i skórzanymi niebieskimi kwiatami. Na pewno również Wam by się przydała taka torba, bo z racji swoich gabarytów wszystko w niej można upchnąć od tuszu do rzęs poprzez portfel, klucze na zapasowej parze bytów kończąc. Oczywiście żartuję, choć mnie się zdarza zabrać do torebki różne dziwne przedmioty i akcesoria. Torebka ta, nie muszę chyba przypominać, że idealnie jest dopasowana do moich butów.

Wszystkie zdjęcia z tej sesji wykonała Dorota Rogula-Ackroyd, za co serdecznie jej dziękuję :)
 No i na końcu ten mały kłopot. Chciałam kupić koniecznie duże niebieskie kwiaty w formie kolczyków. I z tym okazał się problem. Nigdzie nie mogłam trafić na taką biżuterię. W końcu postanowiłam wziąć się do wykonania koronkowych denimowych kwiatów sama. Pisałam o tym już Wam w jednym z poprzednich postów, teraz macie okazje je obejrzeć na mnie "denimki". Mam nadzieję, że całość letniej stylizacji Wam się spodoba. Jest idealna na dni kiedy mży i pada. Do całości pasował tylko i wyłącznie wyrazisty makijaż i manicure w kolorach krwistej czerwieni. Inaczej w przewadze byłby kolor granatu a ja chciałam zachować równe proporcje i myślę, że mi się to udało. Ciekawa jestem jak spędzacie wakacje i co u Was. Jeżeli zostawicie jakiś komentarz będzie mi bardzo miło. Pozdrawiam :)
Przeczytaj również: Tunika a'la ponczo

niedziela, 25 września 2016

Miejskie safari – frędzle i printy






Kobieta zagubiona w wielkim mieście od czasu do czasu udaje się na polowanie. Witryny kuszą i wyzwalają nasze pierwotne instynkty. Nie wiem kto to powiedział, że kobiety to bardziej słuchowcy. Natomiast przeciwna płeć podobno kieruje się zmysłem wzroku bardziej od nas. Nikt tak jak my nie dostrzega niuansów kolorystycznych, a co ciekawe w dodatku potrafimy je doskonale usystematyzować w wyszukane nazewnictwo. Polowaniem może być również szukanie na mieście obiektu westchnień. Mężczyźni zdaje się, że bardzo lubią polować a może chcą być upolowani? Nie wiem... czy czytaliście może kiedyś felietony Beaty Pawlikowskiej? W jednym z nich pt. “Lew i żyrafa” autorka w dość obrazowy sposób opisuje czego szukamy, co daje nam szczęście. Kto jest lwem a kto żyrafą w naszym życiu. Zatem trochę w przenośni miejskie safari to polowanie na ludzi, na kolory, zapachy miasta, wreszcie na to ulotne uczucie zadowolenia. Stylizacja którą Wam pokazuję jest na poprawę humoru. Mimo, że to jedna z ostatnich stylizacji typowo letnich w tym roku na moim blogu. Czas pomyśleć o jesieni. Drogie Panie cóż udało mi się dobrać dla Was na pożegnanie lata? 


Sukienka jest z H&M-u w bardzo duży print. Posiada florystyczny motywy miętowo - zielony oraz biały. Kwieciste wzory wyraziście obrysowane są grubą brązową kreską. Jeśli chodzi o krój sukienki jest ściśle przylegająca do sylwetki i lekko plażowa, bo bez pleców. Tego nie zauważycie na zdjęciach ponieważ mam na sobie...no właśnie element maksymalnie zafrędzlowany. Śmieszne fikuśne ponczo wygląda jak wydziergana przez moją babcię narzuta lub obrus. Tak na prawdę to jeden z dodatków do ubioru, który zaproponowała marka "Vero Moda". Tylko jak wypatrzyłam to ponczo w jednym z second hand’ów pomyślałam...musi być moje z dwóch powodów. Po pierwsze frędzle wciąż są szalenie modne w każdej postaci również na butach i torebkach oraz ponczo jest wielofunkcyjne, mogę go używać do wielu stylizacji również tych jesiennych. Dobrze mieć coś takiego w swojej szafie, co przyda nam się o każdej porze roku. Opisując dzisiejszą stylizacje nie zapomniałam również o ciekawych butach. Mam je już kilka lat to czekolado-brązowe klapki na koturnie, które imitują drewniaki. Mają jednak tą przewagę, że są wykonane z leciutkiego plastiku. Urozmaiciłam je trochę ponieważ w podeszwie mają otwór przez który przeciągnęłam szeroką atłasową wstążkę. Po takiej modernizacji buty teraz wiąże się na kokardę wokół kostki. Lubię czasem takie małe ulepszenia, dzięki czemu buty dobrze się trzymają i są stabilniejsze niż klapki. Poza tym wyglądają bardziej elegancko. Na końcu pozostaje mi napisać kilka słów o torebce. Trafnym strzałem był także zakup tej wesołej torebki marki “Bagolitas by Janice”. Kiedy jedna z moich koleżanek ją zobaczyła od razu miała lepszy humor, ten brązowy frędzlowy puszek u góry, przypomina jakieś małe przytulne zwierzątko. Jest naprawdę urocza. Zajrzałam na stronę producenta jaka jest oferta takich oryginalnych torebek. To wyrób handemade, więc nie są niestety tanie - 234 zł to cena za torebkę. Motywy i kolory tej projektantki są zazwyczaj żywe posiadanie takiego dodatku rozwesela nawet nudne stylizacje. Nie wiem czy ktoś by się zdecydował na jej zakup ale ja jestem zadowolona zwłaszcza, że dałam za nią jedyne 3 zł na wyprzedażach z second hand’ów. Warto zapolować na dodatki w sklepach z drugiej ręki możemy znaleźć tam coś oryginalnego, na co nie zawsze byłoby nas stać w tradycyjnym sklepie. Wprawdzie ciągle poluję na jakiś model torebki ze znaczkiem “YSL” ale na razie zadowalam się tym co jest i co oczywiście mi się podoba. Zastawiam się jakie łupy z ostatnich polowań w ciuchlandach mają moje czytelniczki, może równie nietypowe jak moje. Zapraszam do komentowania zaprezentowanej stylizacji. Zajrzyjcie również czasem na mój kanał “KasiaSignum” gdzie postaram się realizować mój najnowszy pomysł. Trzeba się rozwijać aby iść do przodu, tak myślę :) Tematycznie będzie to poradnik. Znajdziecie tam filmiki oraz prezentacje slajdów z imprez skierowanych do kobiet oraz tutoriale jak coś zrobić samemu..może coś jeszcze ale to na razie moja tajemnica. Czekam na Wasze opinie :)

Przeczytaj również: Kardigan w roli głównej

wtorek, 30 sierpnia 2016

Szeregowiec Signum




Właściwie sierpień zleciał niepostrzeżenie. Trochę żałuję, że to już prawie końcówka lata. No, cóż wszystko co dobre szybko się kończy. Styl militarny to temat przewodni dzisiejszego posta. Stylizacja miała być gotowa na 15 sierpnia, bo to Święto Wojska Polskiego, niestety z przyczyn technicznych mam mały poślizg, jednak myślę, że mi to wybaczycie. W przypadku tej stylizacji doskonale się sprawdza powiedzenie ubrać się “od stóp do głów”, to właśnie buty które kupiłam okazyjnie, całkowicie mnie zafascynowały i pchnęły w stronę poszukiwań skompletowania zestawu militarnego.


Buty są naprawdę niepowtarzalne to szpilki z metalowym obcasem o wzorze panterki wojskowej, zapinane na gruby pasek na kostce. Marka butów jest dość popularna w Deichmann’ie to Graceland, nie kupicie ich jednak aktualnie, bo to model sprzed kilku sezonów. Szukałam czegoś podobnego na Allegro ale pustaka...nie ma nigdzie fajnych butów w tym stylu a szkoda. Reszta mojej stylizacji to spódnica w kolorze zgniłej zieleni, kurteczka o nieco ciemniejszym odcieniu z roślinnym zdobieniem na rękawie. Z dodatków udało mi się dokupić czapkę w moro, małą torebkę, apaszkę w kolorach brązu i zieleni. Na pewno nie umknie Waszej uwadze, że użyłam również mojego nieśmiertelnika “Venus never dies”.








Styl militarny niby ascetyczny a można sobie pozwolić na trochę modyfikacji w zależności od tego co lubimy. Fajnym akcentem byłyby również okulary słoneczne typu pilotki lustrzane - polecam. Takie buty jak mam na sobie odbiegają od męskiego ciężkiego klimatu ale można również ubrać wygodne “Martensy”, spodnie w panterkę o kroju bojówek lub proste nie za szerokie dresowe. Myślę, że byłoby równie fajnie choć mniej kobieco. Wszystko zależy od tego jaki efekt chcemy uzyskać. Należy jednak przemyśleć, co pasuje u góry takiej stylizacji. Do wyboru można zastosować klasyczną koszule, koszulkę typu bokserka lub zwykły top. Buszując trochę po półkach sklepowych odradzam zakup koszulek w moro. Z całością stylizacji słabo się komponują i pogrubiają sylwetkę. Dużo lepiej zastosować wzór na kurtce, spodniach czy spódnicy. Nie należy jednak przesadzać w końcu to nie mundur tylko stylizacja utrzymana w stylu. Choć uważam, że w armii powinno się wprowadzić bardziej kobiece obuwie, które świetnie sprawdziło by się na defiladach :) Jednak to tylko moje skromne zdanie w najbliższym czasie pewnie rewolucji w tej dziedzinie nie przewiduje się. Wracając do stylizacji bardzo miło spędziłam dzień w Muzeum Militariów we Wrocławiu, gdzie jak się okazało są odpowiednie sprzęty do urozmaicenia takiej sesji. Było wesoło i sympatycznie. Dobrze czasem oderwać się od rzeczywistości i pofantazjować a ubiór daje nam taką możliwość. Czyż nie wyglądam jak Marusia, która zmożona trudami walki z ciuchowymi zakupami usnęła w końcu na kole armatnim. Wszystko wyszło tak jak chciałam w tej stylizacji...zabrakło mi tylko psa ;)

Przeczytaj również: La grand bleu

czwartek, 23 czerwca 2016

Pin-up girl





Bawić się modą to dewiza nie jednej szafiarki. Stylizacja al’a pin-up girl daje duże pole do popisu. Zarówno pod względem fryzur, makijażu jak i charakterystycznego stroju. Samo słowo pochodzi od popularnych kiedyś obrazków, pocztówek, wycinek z gazet dziewczyn, o trochę frywolnym zabarwieniu. Lata 40-te i 50-te to rozkwit lansowania tego wizerunku. Znane modelki z tamtego okresu to Betty Grable i Bettie Page. Elementy dominujące to jeśli chodzi o fryzury idealnie ułożone fale i koki w kształcie rożka. Na głowie często pojawia się bandana lub duży kwiat.  Makijaż jest zazwyczaj wyrazisty i perfekcyjnie dopracowany. Mocno zarysowane oczy poprzez  przyklejane sztuczne rzęsy, kreski malowane eyeline’rem i ogniste kolory pomadki. Co ubrałaby na siebie prawdziwa pin-up girls? Byłyby to za pewne stroje o bardzo kobiecym i seksownym kroju ale nie pozbawione wyczucia dobrego smaku i gustu. W takiej stylizacji pojawiają się rozkloszowane sukienki o odkrytych ramionach. Ważnym elementem była również bielizna. Nieodzownie dyskretnie lansowano atuty i walory estetyczne pończoch. Zwłaszcza takich z kreską z tyłu i wzmocnioną piętą. Bieliźnianym hitem tego stylu były oczywiście gorsety oraz staniki z trójkątnymi miseczkami.  Z tych ostatnich chyba zrezygnowałabym. Mimo wszystko kształty bardziej opływowe dominują w obecnych trendach bieliźniarskich i są bardziej praktyczne. Najlepsze modele butów dobrane do takiego wizerunku  to szpilki  z zapinanym paskiem na kostce.





Prezentowana w dzisiejszym poście stylizacja jest utrzymana w stylu pin-up girl. Nie kierowałam się jednak ściśle tym wzorcem. Na pewno zrezygnowałam z wyrazistego make-up’u jak również z układania włosów w loki. Lato w pełni, więc nie czułabym się dobrze w tzw. masce na twarzy. Postawiłam na odrobinę luzu i poszłam na pewne ustępstwa. Sukienka jest w kolorze morskiej zieleni w kształcie bombki. W zależności od światła raz wygląda na bardziej zieloną, a raz na bardziej niebieską. Ciekawym zalotnym elementem może być wszyta u dołu usztywniająca tiulowa falbana, która imituje halkę. Buty są jak najbardziej a’la pin-up girl. Czarne szpilki “ Jenny Fairy”, urozmaiciłam je trochę doszywając czarny kwiat. Jedyne czego mi naprawdę zabrakło do całości stylizacji to rajstop stylizowanych na pończochy. Widziałam takie gdzieś na internecie, jednak nie znalazłam ich w sklepach. Może kiedyś uda mi się takie kupić, byłyby idealne do dzisiejszej stylizacji. Z dodatków użyłam moich koronkowych kolczyków “Chłodne sombre”.  Dobrze ożywiły całość, ponieważ są utrzymane w podobnej tonacji kolorystycznej. Ciekawa jestem, czy Wam się spodoba moja interpretacja stylizacji a'la pin-up girl.  Do realizacji tej sesji zaprosiłam nowego fotografa jest to: Dorota Rogula - Ackroyd. Być może widać trochę inne spojrzenie, niż w moich poprzednich odsłonach modowych. Nie wiem, sami ocenicie. Trzymam się jednak reguły, że zapraszam do współpracy tylko osoby, które wprowadzają pozytywną energię. Dzięki czemu jest szansa, że zdjęcia będą udane.








Przygotowując materiały do dzisiejszego postu znalazłam świetny filmik. Jak można zabawić się w pin-up girl. Stare pocztówki odtworzone zostały na nowo w fotografiach. Ta sama poza, strój, make-up, fryzura. Po obejrzeniu tej animacji długo nie trzeba nikogo przekonywać, że taki radosny a za razem uwodzicielski styl pasuje niemal każdej kobiecie.
Przeczytaj również: Tunika a'la ponczo


wtorek, 7 czerwca 2016

Niesforne groszki



W dzisiejszym poście chciałam Wam sprzedać moje inspiracje na temat grochów. Są właściwie ponad czasowe. Jak je ujarzmić, oswoić, żeby pasowały do każdego typu sylwetki i wieku. Z czym je łączyć? Myślę, że wiele Pań boi się pozwolić sobie na takie groszkowe szaleństwo. Nie słusznie.  Zasada jest właściwie jedna. Dobieramy wielkość printu grochów do sylwetki na zasadzie przeciwieństwa.  Jeżeli nosisz większy rozmiar ubrań należy wybrać  drobne wzorki a nawet kropki. Jeśli jesteś kobietą o szczupłej sylwetce, będzie Ci dobrze w dużych wyrazistych motywach grochów. Takie Panie wyglądają uroczo również w intensywnych kolorach. Uniwersalne są jednak średnie grochy oraz pastelowe kolory.  Reasumując każdy może groszki, grochy w końcu kropki nosić. Zbliża się sezon komunijno-ślubny, może wybrać taką stylizację.  Zestawienia z wyrazistym wzorem są bardzo eleganckie ale może być to również świetna propozycja na co dzień, wszystko zależy od dodatków.




Znalazłam  kilka przykładów groszkowych stylizacji. Noszą je wszyscy od angielskiej rodziny królewskiej, poprzez gwiazdy ze stron portali plotkarskich. Moja ulubiona stylizacja w grochy nawiązuje do ikony pop kultury Marylin Monroe.  Sukienki w stylu lat 60-tych mają jeszcze jedną zaletę, świetny krój, który uwydatnia wszelkie kobiece atrybuty a w połączeniu z grochami są szalenie romantyczne .

Moja groszkowa stylizacja jest również nieco retro. Krój sukienki przypomina projekty z lat 20-tych. Wzory sukienek  posiadały wtedy charakterystyczne obniżoną talię, co pozwalało ukryć biust i biodra. Królował  styl na tzw. chłopczycę. Dla mnie są to sukienki może mniej kobiece ale wyraźnie dziewczęce.  Sukienka, którą prezentuję ma dół asymetryczny. Jest to model odważny, ponieważ połączenie wzorów florystycznych i jednocześnie grochów  jest zdecydowanie nietypowe. Mimo to, prezentowana propozycja pasuje zarówno na elegancką kolację przy świecach jak również na spacer w ogrodzie.







Właśnie zastosowanie odmiennych dodatków trochę zmienia odbiór całości. Ponieważ sukienka jest  wiązana na szyi (bez pleców), dobrałam małe czarne atłasowe bolerko i w takiej konfiguracji jest to stylizacja elegancka. Wystarczy, że zastosuję zamiast bolerka tiulowy różowy szal w duże białe grochy, stylizacja nabiera bardziej  codziennego charakteru. Przy okazji muszę się Wam pochwalić, że udało mi się upolować na “pchlim targu” niesamowicie oryginalne kolczyki. Są to duże wiszące sople, kombinacja złota i srebra. Takie kolczyk pasują do wielu stylizacji, więc jeszcze nie raz je założę. Ostatnim elementem są buty, w tym przypadku to sandały na obcasach. Motyw zdobniczy widoczny na nich, to drobne srebrne kropki, które dopełniają całość groszkowej stylizacji. Tak właśnie proponuję oswoić grochy i kropki, małe i duże. Uniwersalność takiego wzornictwa sprawia, że ciągle są i nadal będą  obecne w damskich szafach. 
Przeczytaj również: Modowy hit

wtorek, 5 kwietnia 2016

Grzeczne dziewczynki noszą “denim jacket”





Wcale nie takie grzeczne jak się może wydawać. Styl bycia jest czasem uzależniony od tego jak się ubierzemy. Czy wynika to z tego, że w jednym stroju czujemy się lepiej, a w innych stylizacjach możemy być po prostu przebrane za kogoś kim nie jesteśmy? Tak jest kiedy musimy codziennie chodzić w ubraniu dostosowanym do pracy którą wykonujemy. Przecież nie o to chodzi. Wtedy zazwyczaj zaczynamy się krępować i myśleć “kiedy ja to wreszcie ściągnę” i jest to niewątpliwie koszmar. Z tej przyczyny chciałam napisać trochę o jeansowej kurtce, która sama w sobie jest ucieleśnieniem luzu. Dlatego jest tak lubiana.
W trendach na wiosnę 2016 można znaleźć ten element garderoby. Używana jest ona w wielu różnorodnych stylizacjach magazynów modowych. Jeansowa kurtka to absolutne “must have” tej wiosny. Oczywiście, że pojawiła się dawno ( lata 30) a najbardziej popularna była w latach 80s-90s. Dziś można ją zastosować do swobodnych i luźnych połączeń ale również do koszuli i grzeczniej dwukolorowej stylizacji. Wtedy nawet jeśli trzeba wyglądać bardziej formalnie wszystko fajnie współgra. Całkiem ciekawym zestawem jest “jacket jeans” kontra tekstyl. Tak właśnie dobrałam dzisiejszą wiosenną stylizację, która jest grzeczna ale jednak na luzie. Mam na sobie kurtkę jeansową w kolorze ciemnego granatu. Jest to model kurtki w swojej formie przypominający klasycznego “Levis’a”, czyli fason z kieszonkami, kołnierzem i metalowymi guzikami. Dopasowałam do niej białą koszule “Orsay” wciętą w talii o oryginalnych dużych mankietach. Do całości pasuje ciemno granatowa tekstylna spódnica, a nie jeansowa jak by się mogło zdawać. Dodatki to: półbuty tzw. kowbojki (ale oczywiście nie kozaki) i szaro-srebrna apaszka. Biżuteria może być naprawdę różna, w zależności od upodobania. Na dwóch zdjęciach mam na sobie komplet małych kolczyków z zielonym oczkiem, gdzie jeden z nich to nausznica. Można również założyć coś w stylu mojej lensowej biżuterii. Na zdjęciach pośród  krokusów prezentuje Wam na sobie komplet “Zachód czarnego słońca”.
Wracając do motywu przewodniego dzisiejszego posta, czyli denim jacket. Bardzo oryginalne i modne, są kurtki z wieloma kolorowymi naszywkami i aplikacjami, które ubarwiają styl uliczny. Niewiele umiejętności krawieckich wymaga zmiana starej kurtki na nową. Do czego gorąco namawiam moich czytelników. Można zwyczajnie wstąpić do pasmanterii i kupić takie naszywki, a później w kilka minut zmienić  standardową kurtkę na niepowtarzalną, której nikt oprócz nas nie ma. Oczywiście, że kurtki jeansowe mogą być również w innych fasonach. Bardzo ciekawym rozwiązaniem jest denimowa ramoneska nazywana także “biker jacket”. Model jest skopiowany z kurtek skórzanych ale w formie jeansowej wygląda naprawdę dobrze.Właściwie planuję zakup takiej. Wiosna to czas zmian i trzeba kupić coś nowego. Zapięcia na zamek są szalenie wygodne a krój sprawia, że wygląda się w niej korzystnie i szczupło. Cieszę się, że nareszcie mogłam wyjść i zrobić kolejną sesję w plenerze wśród kwiatów, na co czekałam od wielu miesięcy. Pozdrawiam wszystkich odwiedzających mojego bloga przypadkowo jak również celowo.
Przeczytaj również: Wiosenne inspiracje 

środa, 13 stycznia 2016

Jedna sukienka




Karnawał w pełni należy się cieszyć, bawić i może trochę pomarzyć. Świat obiegła informacja, że w amerykańskiej loterii “Powerball” do wygrania jest niebagatelna kwota 1,3 mld dolarów w przeliczeniu na złotówki to jakieś 5,2 mld zł. Ogólnie nie lubię tematu finansów zwłaszcza w kontekście garderoby przeze mnie kupowanej. Skłoniło mnie to jednak do przemyśleń. Gdyby zdarzyło się wygrać w takiej loterii z pewnością ziściłoby się wiele moich i nie tylko moich marzeń. Myślę tu o najbliższych oraz o przyjaciołach, bo samemu takiej kwoty żaden człowiek nie roztrwoni. Z tym tematem jest również związana pewna karnawałowa sukienka, która wciąż  czeka na wystawie, może na mnie jak w “Powerball” mi się poszczęści. Sukienka jest z tak zwanych wymarzonych. Projekt “By Gosia Baczyńska”. Jedna sukienka, niby nic jednak jej cena przerasta kieszenie większości zwykłych zjadaczy chleba również moją. Kosztuje tu uwaga…9800 zł.  Wystarczyłoby włożyć tylko ją i poczuć się naprawdę luksusowo, co widać na dodanej powyżej fotografii.  Wszystko co wybrałam do niej jest tylko maleńkim uzupełnieniem.  Pomyślałam o dodatkach z akcentami złota lub alternatywnie z dodatkami w kolorze srebra. Sukienka jest przylegająca do ciała w dużej mierze to przeźroczysta koronka, więc jest naprawdę odważna. Takie projekty zobaczymy obecnie na wielu czerwonych dywanach. Gwiazdy po prostu uwielbiają takie prowokujące projekty. Najlepszym przykładem może być zarówno Beyonce jak i Kardashian one mają odwagę, żeby włożyć coś w tym stylu.








 

No dobrze ale co do tego? Buty właściwie ich nie będzie widać przy takiej długości sukienki. Znalazłam dwa modele, które będą idealne moim zadaniem. Pierwsze to szpilki ze złotą dekoracją na pięcie i obcasie (T.TACCARI, cena 129 zł),są eleganckie i naprawdę na czasie. Jeżeli zdecydowałabym się na dodatki srebrne, lepsze byłyby czółenka w stylu lat 50-tych z zaokrąglonym czubkiem, trochę dziwnym obcasem i kokardą z przodu(T.TACCARDI, cena 59 zł). Te buty są jednak chyba bardziej wygodne i lepsze do tańca, a o tym należy pamiętać podczas karnawałowych szaleństw. Do czarno-złotych butów i całej stylizacji w tej tonacji pasują długie złote kolczyki marki NANU. Jeśli chodzi o koszt to pierwsze kolczyki od lewej na zdjęciu są za 16.99 zł, a drugie za 22,99 zł. Osobiście wybrałabym chyba te dłuższe kolczyki. Są bardziej widoczne, wiec ożywiłyby klasyczny styl sukienki. Do złotej stylizacji pasowałaby również kopertówka z motywem wężowej skóry (torebka KARI, cena 89 zł). Ponieważ model sukni zaprojektowany przez G.Baczyńską jest z niesamowicie dużym dekoltem można pomyśleć o czymś na szyję. Jeżeli wybierzemy stylizację srebrną idealnym i zwracającym uwagę akcentem byłaby kolia MOHITO, duża ciężka mieniąca się kryształkami i łańcuszkowymi frędzlami (cena 39.99 zł).
Wszystko wokół jednej sukienki która jest moim numerem jeden na karnawałowej “Wish List”. Cała reszta to zaledwie drobne dodatki, bo do tak ciekawego projektu pasuje tak naprawdę wszystko. Dobrze mieć  takie rzeczy przemyślane i zaplanowane na wypadek nagłego przypływu gotówki. Mam nadzieje, że odbiorcy mojego bloga poczują się stylowo nawet w małej czarnej. Wszak podczas zabaw karnawałowych najistotniejszy jest dobry nastrój i towarzystwo, a to jest czasem bezcenne.

Przeczytaj również: Czarny minimalizm
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...