Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uroda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uroda. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 października 2016

Samo słońce z tubki



Słoneczne dni już za nami. Są pewnie takie czytelniczki, które chciałyby utrwalić opaleniznę z wakacyjnych wojaży. Ja nie jestem jednak zwolenniczką tradycyjnego opalania. Wolę bezpieczeństwo i zdrowie niż ryzykowne wystawianie skóry na szkodliwe promieniowanie dla uzyskania przyjemnego efektu estetycznego. Uważam, że samoopalacze to dość dobre rozwiązanie, choć nie idealne. Przecież jakby tego nie nazwać to po prostu celowe stosowanie środków chemicznych dla uzyskania poprawy kolorytu naskórka. Jadnak jak z wszystkim nie należy przesadzać i uważać. Jeżeli masz skórę wrażliwą lub alergiczną stosowanie samoopalaczy może spowodować nadmierne wysuszenie naskórka. Na szczęście obecnie producenci takich preparatów dodają do nich substancje ochronne i nawilżające. Więc wydaje się, że możemy bezkarnie cieszyć się skórą muśniętą słońcem cały rok.

Samoopalacz jednak samoopalaczowi nierówny. Moje doświadczenia są różne. Cechy istotne w takich produktach to odpowiednia konsystencja i efekt jaki pozostawia na skórze po zastosowaniu, czyli tzw. smugi. Nieestetyczne plamy to zmora stosowania słońca z tubki. Wiele błędów, które popełniamy podczas aplikacji to zwyczajnie nasza zasługa a na efekty nie trzeba długo czekać. Skóra powinna być bowiem odpowiednio przygotowana. Peeling jest niestety niezbędny. Nakładanie samoopalaczy za pomocą rękawicy pozwala równomiernie rozprowadzić preparat. Do twarzy dobrze zastosować gąbeczkę. Na miejsca bardziej wysuszone czyli kolana, łokcie, kostki, nadgarstki należy uprzednio nałożyć balsam nawilżający, dzięki czemu unikniemy zbyt intensywnych przebarwień. Po zabiegu najlepiej umyć dłonie i odczekać około minuty i dopiero się ubrać. Pamiętając o tej zasadzie nie zabrudzimy ubrania. To takie porady o których większość Pań stosujących samoopalacze doskonale wie ale nie zaszkodzi je przypomnieć. Teraz będzie już samo przyjemne, czyli moje testy trzech środków brązujących.

Lirene Dermoprogram, Bronze Collection, samoopalający krem do twarzy i ciała
Z całej palety Lirene wybrałam właśnie krem. Choć chyba najbardziej popularne są balsamy, których jest cała masa. Zawiera w swoim składzie kompleks PRO-Bronze-Care jest to formuła wykazująca działanie odżywczo-nawilżające. Zachęcająca jest lekka kremowa konsystencja, która sprawia że można nałożyć cienką warstwę samoopalacza. Bardzo szybko się wchłania pozostawia skórę miękką i nawilżoną, no i oczywiście muśniętą delikatnym złotawym efektem kolorystycznym. Dokładnie to czego szukałam bez smug i przebarwień. Opalenizna pojawia się po około 2 godzinach od aplikacji. Najlepszą zaleta jaką posiada jest niezaprzeczalnie przyjemny słodkawo-kwiatowy zapach. Dzięki tej kompozycji po zastosowaniu kremu Lirene można poczuć się odświeżonym i wypoczętym. Ewidentnie ten krem działa na moje zmysły. Dlatego będę go wypatrywać podczas kolejnych zakupów kosmetycznych. Obecnie krem dostępny jest w Rossmann'ie w promocyjnej cenie 12.99 zł za opakowanie 75 ml, więc może się skuszę na kolejne opakowanie.

Skład:Aqua (Water), Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Dihydroxyacetone, Glycerin, Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate, Glyceryl Stearate, Methyl Gluceth-20, Isopropyl Myristate, Caprylic/Capric Triglyceride, Dimethicone, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Palmitic Acid, Stearic Acid, Tocopheryl Acetate, Cetyl Alcohol, Citric Acid, Methylparaben, Phenoxyethanol, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Parfum (Fragrance), Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal, Linalool, Limonene, Alpha-Isomethyl Ionone, Citronellol, Caramel.
Kolejnym moim słoneczkiem w tubce było “Sun Ozon” – mleczko. Jest to marka dostępna również w drogerii Rossmann. Tym razem przyciągnęła mnie niesłychanie korzystna cena. Opakowanie duże, bardzo duże, bo aż 200 ml można kupić za 9.90 zł. Ja bladolica kobieta pomyślałam ekonomicznie przyda się taki zakup! Starczy z pewnością na długo ale czy można być z tego mleczka dostatecznie zadowoloną...hmm. Owszem forma mleczka jest delikatna więc aplikacja jest dość prosta. Pomimo jednak trzymania się dokładnie zasad procedury rozprowadzania samoopalaczy o której Wam pisałam wcześniej. Zdarzają się miejsca, które nie są równomiernie zbrązowione po zastosowaniu mleczka. Największym minusem tego specyfiku jest dziwny nieprzyjemny zapach. Reasumując nie wiem czy warto przedkładać ilość nad jakość. Bo przecież my kobiety lubimy przyjemne, pachnące oraz skuteczne kosmetyki i do takich chętnie wracamy. “Sun Ozon” - mleczko to raczej wybór mało przemyślany...choć dla oszczędnych może być trafny.
Skład: Aqua, Isopropyl Palmitate, Glycerin, Ethylhexyl Stearate, Dihydroxyacetone, Cetearyl Alcohol, Methyl Glucose Sesquistearate, Dimethicone, Panthenol, Glyceryl Stearate, Tocopheryl Acetate, Citric Acid, Parfum, Xanthan Gum, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Disodium EDTA, Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder.

Na koniec muszę się przyznać, że zaintrygowała mnie ostatnio w aptece seria Ziaji Cupuacu. Niestey nie mam w czcionkach tego francuskiego C z ogonkiem, który jest w nazwie ale i tak znajdziecie produktu na półkach apetycznych lub sklepowych bez problemu. Dostałam ostatnio kilka próbek, Brązującego kremu odżywczego na dzień Ziaja Cupuacu. W składzie tego kosmetyku można znaleźć oczywiście masło cupuacu i karite dlatego krem dobrze odbudowuje lipo-strukturę naskórka. Może on być śmiało stosowany jako krem ochronny przed promieniami UV oraz jako kosmetyk łagodzący podrażnienia. Nawilżenie i zmiękczenie naskórka uzyskuje ponieważ zawiera olej makadamia a także olej z orzechów brazylijskich. Ten ostatni olej jest również wyczuwalny w zapachy kremu, przynajmniej tak mi się wydaje. Zbrązowienie skóry po zastosowaniu tego kremu jest naprawdę delikatne gdyż zawiera minimalne stężenie DHA ( dihydroxyaceton) a jest on odpowiedzialny za powstawanie opalenizny. Jak zwykle Ziaja wypuściła całkiem dobrą serie, która mnie nie zawiodła. Mam jeszcze balsam ale go dopiero wypróbuję. Ma dość szerokie zastosowanie i nadaje się również jako maseczka do włosów. Upss, czemu nie zobaczymy jak to działa. Bardzo prawdopodobne, że znajdziecie test tego balsamu u mnie na blogu przy okazji tematów pielęgnacji włosów. W każdym razie krem brązujący zasługuje na przetestowanie jeżeli macie na to ochotę. Nie jest wykluczone, że już go testowałyście. Jeżeli tak napiszcie jakie są Wasze opinie.

Skład: Aqua (Water), C12-15 Alkyl Benzoate, Octocrylene, Triethylhexanoin, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxydibenzoylmethane, Dimethicone, Propylene Glycol, Cetearyl Alcohol, Dihydroxyacetone, Elaeis Guineensis (Palm) Oil, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Bertholletia Excelsa Seed Oil, Tocopherol, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Gossypium Herbaceum (Cotton) Seed Oil, Squalane, Theobroma Grandiflorum Seed Butter, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Parfum (Fragrance), Linalool, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Citric Acid.
Żegnam się z Wami i życzę pomimo jesiennej pogody jak najwięcej słoneczka, choćby takiego z tubki. Na to zawsze sobie można pozwolić, no i dobrze łykać witamine D3 w pigułce. Nie zapominajcie o tym suplemencie jesienią i zimą podobno działa również na nasze samopoczucie. Bez obaw jakoś przetrwamy do wiosny.

wtorek, 6 września 2016

Naturalnie, że naturalnie - Annabelle Minerals



Jak właściwie lubimy się malować, my kobiety? Gdyby tak zapytać każdą z nas z osobna odpowiedziałaby bez wahania, że lubi wyglądać w miarę naturalnie. Makijaż naturalny to właściwie taki którego nie widać, nie obciąża i nie zatyka porów. Cera wygląda na bardziej rozświetloną i wypoczętą, koryguje mankamenty skóry. Czy wszystko powinniśmy ukrywać? Na przykład piegi to coś co dodaje kobiecie uroku. Pogląd taki mają również na ten temat mężczyźni. Naturalne piękno zatem jest najlepsze. Są również i takie miłośniczki, które nie zależnie od warstw nałożonych na twarzy czują się komfortowo i naturalnie. Przypomina mi się Joann Collins w serialu Dynastia, która kładła się spać i budziła z pełnym mocnym makijażem. Scenarzyści czasem mają fantazję. Przeciętna kobieta odnajduje się na co dzień w lekkich eterycznych makijażach. Naturalność to również pojęcie dotyczące składu kosmetyków. Marka Annabelle Minerals to producent, który daje nam możliwość korzystania z produktów przyjaznych dla naszej skóry. Tajemnica tkwi w prostym a zarazem optymalnym składzie. Większość produktów posiada 4 podstawowe składniki: mika - świetnie rozświetlająca cerę, tlenek cynku, który jest odpowiedzialny za idealny mat w makijażu, dwutlenek tytanu pełniący funkcję filtra UVA/UVB na poziomie 15 SPF oraz tlenek żelaza jest on używany jako pigment dla uzyskania odpowiedniego koloru. Osobiście posiadam “Puder matujący” oraz “Róż mineralny” mają one naturalny skład – bez silikonów, parabenów, konserwantów, talków, sztucznych barwników, olei mineralnych i alkoholu. Podobnie jak cała gama kosmetyków do makijażu tej marki. Ja poszukiwaczka kosmetyków bliskich naturze jestem z nich naprawdę zadowolona. W prawdzie używam tych produktów od niedawna jednak spełniają moje szczególne potrzeby.





Dlaczego wybrałam kosmetyki mineralne?

- Nigdy nie sięgam po pierwszy lepszy kosmetyk z półki. Zawsze dokładnie analizuję skład zanim zdecyduję się na jego zakup. Zbyt pochopne decyzje w tej dziedzinie mogą wyrządzić więcej szkód niż pożytku w postaci alergii. W tym przypadku nie mam takich obaw.

- Wiem, że stosowanie kosmetyków zawierających minerały bardzo dobrze sprawdza się u osób posiadających cerę tłustą lub mieszaną. Ważnym składnikiem jest puder bambusowy, regulujący wydzielanie sebum. Po użyciu “Pudru matującego” moja skóra jest dobrze zabezpieczona przed efektem świecenia na wiele godzin zwłaszcza w tzw. strefie T.

- Nie jestem profesjonalną makijażystką, więc wykonany przeze mnie make-up dzienny, musi być w miarę szybki i niebyt trudny. My kobiety dzisiejszego świata, często zabiegane nie zawsze mamy czas na przesiadywanie wielogodzinne przed lustrem. Dzięki temu, że kosmetyki mineralne mają delikatną jedwabistą konsystencje, ich aplikacja jest naprawdę dziecinnie prosta. Bez ryzyka nałożenia zbyt dużej ilości. Nie używam z reguły różu. Ba, bałam się go jak ognia. Ten stosuję i wiem, że nie zrobię sobie nienaturalnie wyglądającego efekty typu “pąsowe policzki”. Takim różem intensywność koloru, umacnia się poprzez dodanie kolejnej warstwy i delikatne wcieranie wtapiające. Korektory i pudry można również stosować na mokro.

- Kosmetyki mineralne nie obciążają skóry i nie tworzą efektu maski. Opisane produkty są delikatne jak piórko :) Zawarty w składzie tlenek cynku łagodzi podrażnienia a nawet leczy, bywa pomocny w walce z drobnymi wypryskami, które zdarzają się w okresie wahań hormonalnych.

- Są, “do wyboru do koloru”. Nie lubię kiedy paleta odcieni kosmetyków makijażowych jest zbyt krótka. Marka Annabelle Minerals przygotowała, aż 66 rodzajów podkładów mineralnych. Można przebierać, wybierać, analizować, aby wreszcie trafić na ten wymarzony dla naszego rodzaju skóry. Pigmentacja oraz paleta barw zadowoli nawet najwybredniejsze Panie.


- Długi termin ważności to niezaprzeczalnie zaleta. Według informacji podanej przez producenta na opakowaniu mają dwunastomiesięczny okres ważności (oczywiście od otwarcia opakowania). Biorąc jednak pod uwagę, że to kosmetyki mineralne, są w postaci suchej i sypkiej w praktyce są zdatne do użycia o wiele dłużej.

- Ostatnią ich zaletą jest ekonomiczność. Zaledwie niewielka ilość wystarcza na wykonanie pełnego makijażu

Dziewczyny malujmy się z głową. Nie wydając pieniądze w błoto na masę kosmetyków, które potem zalegają w naszych kosmetyczkach. Może lepiej mieć ich mniej, za to dobre jakościowo. Jeszcze jedno producent oferuje w sprzedaży małe próbki. Dzięki czemu nikt nie będzie rozczarowany, za niewielką cenę można dostosować produkt do swoich potrzeb (klik). Ten post przygotowałam na konkurs. Jeśli lubicie naturalne makijaże,wykonajcie własną wersję takiego make-up'u. Zachęcam :)






Przeczytaj również: Wyrazisty manicure na jesień


zBLOGowani.pl

niedziela, 17 lipca 2016

Pistacjowy manicure i metaliczna mandala




Letni klimat wpływa na mnie zawsze twórczo pod względem manicure'owych zdobień. Kolory i wzory sukienek, które noszą kobiety są obłędne. Trudno wbije się do mojej głowy jakiś wzór, kombinacja kolorystyczna i nie mogę się jej tak szybko pozbyć dopóki nie wymyślę odzwierciedlenia pasującego do reszty stylizacji na moich paznokciach. Tak było i tym razem inspiracją była dla mnie brązowo- zielona letnia sukienka. Na ostatniej wyprzedaży w Rossmann’ie kupiłam sporo nowych lakierów  za 50 % ceny, więc nic tylko próbować . Z jakością użytych lakierów było różnie. Zauroczona soczystością pistacjowego lakieru miałam nadzieję, że to będzie strzał w dziesiątkę. Niestety trwałość lakieru marki “Lovely”z serii Summer Beauty jest słaba.  Bez odprysków utrzymuje się zaledwie 2-3 dni. Pomimo, że pomalowałam 2 warstwy i użyłam dobrego top coat’a. Sytuacja mało komfortowa, bo chciałabym trochę ponosić manicure w tym wesołym kolorze ciut dłużej. Jednak ku mojemu zaskoczeniu dość dobrze się sprawdził zakupiony w jednym z kiosków lakier  firmy “Cristhine” nr 31, cena 3.90 zł. Jestem pewna, że jest raczej mało popularny, bo w dużych drogeriach nigdy go nie widziałam. Fajnie wygląda na płytce paznokcia - ciemny głęboki brąz o metalicznym połysku. Wypróbowałam ten lakier również do zdobień za pomocą stempla. Może nie jest bardzo gęsty ale wzory są widoczne, więc można go zastosować do tego celu. Wykończeniem całej stylizacji jest mała gwiazdka na środku wzorka w formie mandali. Nie widać tego na zdjęciu ale gwiazdki mają perłowo zieloną powierzchnię, więc taki akcent pasuje do całości. 



Jeszcze kilka słów na temat rewelacyjnego jak dla mnie top coat’a, który upolowałam na wspomnianej wyprzedaży. Nazywa się Nail Expert 60 sec turbo dry, marki Miss Sporty, czyli w skrócie jest to top – wysuszacz. Jak dla mnie “rewelka” zasycha szybciutko i dobrze wydłuża trwałość lakierów podstawowych. Żałuje, że nie kupiłam dwóch, bo naprawdę warto. Nie trzeba czekać i uważać żeby nie zniszczyć wcześniej wykonanej pracy. Co czasem mi się zdarza, Wam pewnie również :) Na końcu chciałam jeszcze pochwalić się najnowszą blaszką do stemplowania, którą kupiłam na Targach Kosmetyczno-Fryzjerskich o których już pisałam. Czy jestem z niej zadowolona?  To moja pierwsza blaszka. Z jednej strony ma dość dużo wzorów, więc można coś zawsze dobrać, z drugiej na pewno ma zbyt drobne wzorki, jeśli chodzi o te na całą płytkę paznokcia. Jednak grube kreski wzorów ze stempla są bardziej widoczne. Takie jest moje zdanie. Cena to 15 zł. Czy to drogo? Zakup dobrej jakości blaszki z dużą ilością wzorów nigdy nie kosztuje zupełnie tanio, więc byłam na to nastawiona.

Wracając do dzisiejszej stylizacji manicure'owej jest taka trochę etniczna i egzotyczna w sam raz na wakacje w tropikach. Czekam na Wasze komentarze i pozdrawiam wakacyjnie.

Przeczytaj również: Nie dla niedoskonałości

piątek, 3 czerwca 2016

Czarna biel - pasta wybielająca Curaprox


Wybielanie zębów to temat, który często za mną chodzi. Przy moim trybie życia muszę o tym pamiętać.  Kiedyś już o tym pisałam picie herbaty w dużych ilościach nie jest mi obce. Biorę pod uwagę, że lepiej zapobiegać przebarwieniom nazębnym, niż potem wydawać ogromne kwoty na wybielanie w gabinetach stomatologicznych.  Idąc tropem nowości wyszukałam bardzo ciekawego producenta, który oferuje klientom wybielanie zębów bezpieczne i nieinwazyjne. Przypominam sobie jakiś wpis jednej z blogujących dziewczyn. Narzekała, że przetestowała żel wybielający firmy dostępnej powszechnie na rynku. Okazało się, że nie tylko używanie go za pomocą nakładek nazębnych jest kłopotliwe ale powoduje u niej dość duży ślinotok. Substancje mocno działające na szkliwo i dziąsła mogą być drażniące. Dlatego nie dla wszystkich wszystko jest dobre.




Pasty “Black is White” i “White is Black” mają unikatowy skład. Są to pasty z aktywnym węglem neutralizującym mikrocząstki powodujące przebarwienia na zębach. Obie pasty, są czarne więc nie trudno ulec chęci ich wypróbowania. Czy za pomocą czerni można uzyskać białe perłowe ząbki, takie o jakich marzymy? Warto przeanalizować je pod względem składu przed zakupem.
Są to pasty bezpieczne dla szkliwa nie zawiera bowiem substancji ściernych oraz składników wybielających chemicznie. Mają na prawdę niski współczynnik ścieralności, na poziomie (RDA) – 50. Zawierają fluorek sodu, który działa przeciwpróchniczo i enzymy. Mieszanka enzymów wykazuje działanie antybakteryjne i przeciwwirusowe śliny. Dobrze jeśli pasta działa odbudowująco na szkliwo i w tym przypadku tak jest. W składzie tych past znajduje się hydroksyapatyt. Jest to substancja, która wzmacnia i uszczelnia szkliwo zębów. Należy podkreślić, że nie zawierą szkodliwych substancji typu SLS. Porównując te pasty z dostępnymi w drogerii, mogę je z pewnością polecić jako alternatywę dla silnie drażniących past wybielających o których wspomniałam.
Stosowałam obie pasty jak można je opisać z punktu widzenia użytkownika. Są dość wydajne, konsystencja nie odbiega od tradycyjnej pasty. Zaraz po szczotkowaniu powierzchnia zębów jest gładka jakby wypolerowana. Jeśli chodzi o efekt wybielania, przy regularnym stosowaniu może być on zauważalny. Ja, ponieważ walczę z osadami stale nie miałam mocnych przebarwień, wiec efekt zmiany koloru na bielszy jest minimalny. Na pewno  stosowanie tych past wpłynęło korzystnie na powstrzymanie osadów u mnie. Czym różnią się obie pasty? Skład jest jednakowy jak również działanie, jedyne co je różni to smak. “White is Black” to pasta o wyjątkowo delikatnym smaku (limonkowo- miętowym). Wersja bardziej odświeżająca to ta “Black is White”. Pasty marki “Cupraprox” przypadły mi do gustu. Z jednym małym ale…podczas szczotkowania osady z węgla aktywnego pozostają również na szczoteczce. Po długotrwałym stosowaniu tych past lekko ona szarzeje. O tym również producent pomyślał, przy zakupie w komplecie otrzymujemy szczoteczkę z czarnym włosiem. To taki trik dla osób wyczulonych estetycznie. Ostatnim aspektem jest cena. Nie jest to pasta tania (cena od 84-99 zł - sklepy internetowe). To raczej produkt luksusowy. Inne bardziej specjalistyczne pasty wybielające  również są droższe. Jeśli chcecie jednak zadbać o biel swoich zębów i jednocześnie uniknąć uszkodzeń i podrażnień szkliwa lub dziąseł powinniście kiedyś wypróbować tą czarną pastę. Bo to w końcu inwestycja w nasz zdrowy i piękny uśmiech.

Skład: Aqua, Sorbitol, Hydrated Silica, Glycerin, Carbon Black, Bentonite, Aroma, Decyl Glucoside, Sodium Monofluorophosphate, Cocamidopropyl Betaine, Tocopherol, Mica, Xanthan Gum, Hydroxyapatite (Nano), Titnium Dioxide, Microcrystalline Cellulose, Maltodextrin, Potassium Acesulfame, Sodium Benzoate, Potassium Chloride, Potassium Sorbate, Menthyl Lactate, Methyl Diisopropyl Propionamide, Ethyl Menthane Carboxamide, Sucrose, Zea Mays Starch, Stearic Acid, Cetearyl Alcohol, Citrus Limon Peel Oil, Citric Acid, Lactoperoxidase, Glucose Oxidase, Amyloglucosidase, Potassium Thiocyanate, Tin Oxide, Hydrogenated Lecithin, Limonen, Cl75815, Cl77289

Made in Switzerland.

Pojemność 90 ml.
Przeczytaj również: W poszukiwaniu "hollywoodzkiego uśmiechu"

wtorek, 10 maja 2016

KONKURS - 1 ROK BLOGA


Termin zgłoszeń od 10.05.2016 do 15.06.2016

Zasady wzięcia udziału :

- pozostaw komentarz  pod jednym z wybranych przez Ciebie postów na moim blogu. Natomiast pod tym postem napisz, że bierzesz udział w zabawie urodzinowej :) 



- udostępnij zdjęcie konkursowe na swoim blogu, FB lub Google+


- dodaj mnie do obserwowanych (Google, Blogger)

- polub moją strone na FB

Do wygrania:



1. Pharmaceris N – DERMO-STRUKTURALNY KREM KORYGUJĄCY ZMARSZCZKI (próbka),

2. Pharmaceris N – ODŻYWCZY KREM DO TWARZY 4 % DERMO-LIPIDÓW (próbka),

3. Pharmaceris  M - KREM ZAPOBIEGAJĄCY ROZSTĘPOM (próbka),

4. Ziaja – KREM REDUKUJĄCY TRĄDZIK (próbka),

5. Apis – UJĘDRNIAJĄCY KREM DO TWARZY Z ŻURAWINĄ I OLEJKIEM ARGANOWYM (próbka),

6. Apis – NAWILŻAJĄCA MASECZKA DO TWARZY Z MINERAŁAMI Z MORZA MARTWEGO I KWASEM HIALURONOWYM  (próbka),

7. Curaprox – PASTA ENZYCAL  ZERO (próbka),

8. Curaprox – IMPLANT& BRACES FLOSS (próbka),

9. Cristhine – LAKIER DO PAZNOKCI (KOLOR PUDROWY RÓŻ), najmodniejszy tej wiosny ;)

Zestaw próbek dobrałam tak, że zawsze znajdziecie coś dla siebie.  Macie również okazję przetestować to co ja aktualnie testuję, czyli markę “Apis”, którą znalazłam podczas ostatnich targów “Kosmetyczno-Fryzjerskich” oraz producenta past i produktów do higieny jamy ustnej “Curaprox”. Już niebawem moje opinie o najciekawszych produktach.  Zapraszam Was do wzięcia udziału w rocznicowym konkursie na moim blogu.

Przeczytaj również: Chłodne sombre

sobota, 7 maja 2016

Pastelowo mi!




Topowymi kolorami sezonu wiosna 2016, są niezaprzeczalnie pastele. Paleta do wyboru jest naprawdę szeroka od niebieskiego tzw. baby blue poprzez subtelne odcienie fioletu, aż po kolor miętowy, pudrowy róż, a nawet kanarkowy.  Kolory brzmią pięknie i równie interesująco wyglądają na paznokciach. Wystarczy trochę fantazji i można wyczarować sobie manicure w którym będziemy supermodne. Bardzo trendy jest połączyć paletę barw pastelowych z ozdobnikami metalicznymi lub brokatowymi. Kombinacja kolorów jaki i form zaczerpnięta jest z ostatnio oglądanych pokazów, Louis Vuitton, Alexandra McQueena, Karen Walker, Gucci, Isabel Marant, Jeremiego Scott, Oscara de la Renty - ten projektant lansował w swoich projektach kolor pastelowo błękitny i turkus, mleczne odcienie wody to podpatrzone pokazy J.W. Andersona. Powiem tak ja lubię wszystkie odcienie  pastelowe są bowiem delikatne, świeże, optymistyczne. Zaletą tej palety barw jest to, że pasują do każdego kolorytu skóry. Trzeba tylko dobrać kolor który najlepiej pasuje do ubrań. Ja wybrałam na wiosenną przechadzkę po ogrodzie: afrykański fiolet. Wiecie jaki to kolor? Miałam trochę kłopotu z określeniem odcienia, który prezentuje dzisiejszy manicure, nie jest on ani do końca wrzosowy ani lawendowy. Pastelowy fiolet złamany kroplą różu.


Wykonanie, to przede wszystkim lakier bazowy Eveline Cosmetics z serii Minimax (077),który dobrze się rozprowadza dzięki szerokiemu pędzelkowi. Ocena jego jakości pod względem pigmentacji jest raczej średnia. Dokładne pokrycie płytki paznokcia bez prześwitów wymaga nałożenia od 2 do 3 warstw.  Kwiatowe zdobienia wykonałam pędzelkiem i piórkiem kreślarskim, przy użyciu lakieru Maybelline Colo Rama. Na samym końcu przydał mi się na dwóch palcach jako wierzchnia warstwa ozdobna, lakier brokatowy Quiz Safari. Jest on właściwie przeźroczysty z drobinkami mocnego purpurowego brokatu. Po zaschnięciu tworzy raczej matową powierzchnię, także dla uzyskania połysku trzeba jeszcze pomalować paznokcie top’em. Świetnie mi podpasował do mojej pastelowej stylizacji manicure. Trwałość nie jest zbyt długa, ponieważ bez odprysków utrzymuje się zaledwie od 3-4 dni. Wszystkie użyte dziś lakiery nie są drogie, to przedział od 3 do 6 zł. Namawiam Panie, aby zrobiły sobie taki pastelowy, kwitnący manicure.
Przeczytaj również: Koktajl imbirowo-kofeinowo-ziołowy na włosy

poniedziałek, 2 maja 2016

V Targi Kosmetyczno-Fryzjerskie we Wrocławiu


Napisanie dobrego tekstu o takich targach to nie lada wyzwanie.  Postaram się jednak jakoś zrelacjonować to przedsięwzięcie. “V Targi Kosmetyczno-Fryzjerskie” uważam za udane, a nawet za wyjątkowo udane.  Impreza zorganizowana była w ramach “Dni urody i spa” 23-24 kwietnia 2016 r, w Hali Stulecia. Pokazów, wykładów i konkursów było na tych targach naprawdę sporo. Wszystko skierowane jest do profesjonalistów z zakresu wizażu, fryzjerstwa, a także gabinetów oferujących zabiegi dotyczące pielęgnacji urody. Można tu zobaczyć jakie są nowinki, zastanowić się nad ewentualnymi szkoleniami, kupić profesjonalne kosmetyki oraz rozerwać się oglądając zmagania fryzjerów i wizażystów. Jest kolorowo, barwnie, no i na pewno nikt nie wyjdzie z targów niezadowolony. Ja byłam na tej imprezie w niedziele.
W tym dniu odbywały się między innymi finały:  IV Polskich Mistrzostw Makijażu Nastolatek, gdzie tematem był makijaż na studniówkę , I Mistrzostwa Makijażu Artystycznego, a także Mistrzostwa Dolnego Śląska we Fryzjerstwie, które były prowadzone przez Cech Rzemiosł Różnych we Wrocławiu. Z tych ostatnich zawodów mam nawet kilka zdjęć. Na myśl mi przyszło tylko jedno, uzdolnionych młodych ludzi mamy w Polsce wyjątkowo dużo. Ogromnie przyjemnie było obejrzeć jak się starają :)






Podobnie bardzo fajnie zaprezentowała się, “Akademia Wizażystki Maestro” – Olaf Tabaczyński. Jest to placówka doradczo-szkoleniowa z zakresu kreacji wizerunku. Panie makeup’istki w ramach konkursu oferowały analizę kolorystyczną a także brokatowe usta. Muszę przyznać, większości Pań bardzo się podobał taki “look” i chętnie poddawały się tej metamorfozie. Za namową sympatycznych Pań usiadłam i ja na krzesełku do wizażu. Efekt możecie obejrzeć i ocenić na jednym ze zdjęć. Ach, te usta…ach, wzbudziłam niemałą sensację w komunikacji miejskiej ;) Trochę dziwne uczucie, bo brokat nałożony na podkład daje uczucie sztywności. Całość takich brokatowych usteczek utrzymuje się do 5 godzin. Z tym, że nie można jeść a picie jest możliwe za pomocą rurki. To tak, gdyby ktoś z moich czytelników chciał sobie zrobić taki makeup na przyszłego Sylwestra.



Brokatowe usta wykonała mi makeup'istka z "Akademii Wizażystki Maestro" podczas targów.
Kolejnym interesującym mnie tematem była stylizacja paznokci.Wśród stoisk targowych znalazłam dwie interesujące marki. Pierwsza to firma “V&K Cosmetic”, która jest wyłącznym dystrybutorem produktów SNS w naszym kraju, dzięki którym wykonuje się manicure tytanowy. Produkty SNS, to specjalny zestaw pudrów oraz innych środków, które w połączeniu gwarantują szybki i niezwykle trwały manicure ( do 4 tygodni). Zainteresowałam się tą metodą, gdyż jest ona alternatywą dla techniki hybrydowej, żelowej oraz akrylowej. Na pewno jest szybsza, bo wykonanie pełnego zabiegu to 45 minut i co jest niezwykle istotne nie wymaga użycia lampy UV. Stoisko miało niesamowite powodzenie, bowiem wiele Pań odwiedzających targi chciało wypróbować  osobiście jaki jest manicure tytanowy, włącznie ze mną. Konkludując na pewno technika ta ma przyszłość na naszym rynku. Marka w ramach targów otrzymała nagrodę w kategorii “Innowacja” i jest to wyróżnienie z pewnością zasłużone.  Cieszy mnie, że we Wrocławiu jest gabinet, który wykonuje manicure tytanowy.




Drugie stoisko wypatrzone przeze mnie “Caretime”, dystrybutor produktów Glam Plates. Można było tu kupić wszelkie akcesoria do zdobień paznokci. Były to blaszki i stemple do wzorków, naklejki lakiery i wiele, wiele innych niezbędnie potrzebnych rzeczy do zdobienia paznokci. Nareszcie nabyłam moją pierwszą dobrą jakościowo blaszkę za 15 zł. Przy okazji pracowniczka firmy ozdabiała uczestnikom targów paznokcie, co szalenie ułatwiało wybór blaszki. Nie ma jak przetestować produkt na żywo. To nie to samo, co zakup takich akcesoriów przez internet. Jeszcze jedno, Pani stylistka zdradziła mi kilka tajników wykonywania wzorków, które opiszę przy okazji następnych postów. Jak się okazało takie szybkie szkolenie również było mi potrzebne.



To moje paznokcie: dwa palce mają zdobienia wykonane metodą stemplowania przez Panią stylistkę z "Caretime"(wzorek trochę się rozmazał, bo w domu próbowałam zabezpieczyć je nieodpowiednim top coat'em) , palec serdeczny jest wykonany techniką tytanową na stoisku "V&K Cosmetic" idealnie się trzyma na paznokciach.
Na koniec nie sposób nie wspomnieć o producentach kosmetyków. Chwilę zajęła mi wizyta na stoisku profesjonalnych kosmetyków naturalnych marki  “Sofie”. Zrobiłam również zdjęcie sympatycznym Paniom z firmy. Oferta wydaje się dość ciekawa peelingi, kremy do twarzy, kremy do stóp i rąk, regenerujące maski i oleje. Niestety nie będę miała okazji przetestować tej marki osobiście w domu, bo nie było już żadnych próbek na stoisku nad czym ubolewam.



Natomiast ostatnie stoisko kosmetyczne warte uwagi to producent kosmetyków “Apis Natural Cosmetics”. Posiadają bardzo bogatą ofertę obejmującą ponad 250 produktów. Niezwykle interesujące receptury, które dają gwarancję dobrej jakości. Do produkcji swoich kosmetyków marka ciągle poszukuje innowacyjnych rozwiązań w zakresie biochemii i biotechnologii, współpracując  z instytutami naukowo-badawczymi. Prowadzi również szkolenia dla pracowników gabinetów kosmetycznych z wykonywania zabiegów przy użyciu preparatów tej marki. W co można było się zaopatrzyć na stoisku firmy “Apis”: preparaty do demakijażu,eksfoliacji, maski algowe, kremowe, koncentraty, peeling, kremy balsamy i wiele innych produktów.  Jak się dowiedziałam marka ma również produkty skierowane do indywidualnych, detalicznych klientów nie tylko dla specjalistów. Profesjonalna obsługa i dobre podejście do potrzeb klientów  to wyróżnik tej firmy. Nie muszę chyba dodawać, że dostałam dużo próbek produktów, które postaram się przetestować w najbliższym czasie.


Moje podsumowanie i ocena “V Targów Kosmetyczno-Fryzjerskich” jest jak najbardziej pozytywna. Wprawdzie odwiedziłam tą imprezę po raz pierwszy ale bardzo mi się spodobała. Dobra organizacja targów, interesujący wystawcy, prelekcje i pokazy. Wszystko sprawiło, że poszerzyłam moją wiedzę merytoryczną na temat nowinek z dziedziny pielęgnacji urody. Być może czytelniczki bloga zachęcone moją skromną relacją, również uwzględnią te targi w swoich planach na przyszły rok. 

środa, 30 marca 2016

Maseczki S.O.S.


Podczas tych kilku ostatnich dni świątecznej laby postanowiłam dobrze spożytkować czas wolny.  Nie chciało mi się jednak robić coś własnego i sięgnęłam po tak zwane maski gotowce.  Mam nadzieję, że i u Was święta upłyneły w przyjemnej, spokojnej i rodzinnej atmosferze.  Może, tak jak ja znaleźliście chwilę tylko dla siebie, bo jest to nam koniecznie potrzebne aby nabrać sił do walki z życiem. Dzisiejsze maski zakwalifikować można jako ekspersowe: to takie, które radykalnie poprawiają wygląd, redukując mankamenty z którymi borykamy się na co dzień. Przedstawiam Wam moją recenzję trzech ratunkowych maseczek S.O.S.

Perfekta Beauty Express Mask - moc roświetlenia


To maska, która roświetla cerę i nadaje jej zdrowy, wypoczęty wygląd, maskując cienie pod oczmi oraz wszelkie oznaki zmęczenia. Skóra nieodtleniona i zszarzała, po zastosowaniu tej maseczki powinna ulec radyklanej poprawie. Jest ona ostatnią deską  ratunku naprzykład przed wyjściem na jakieś przyjęcie. Co zapewnia ten natychmiastowy efekt S.O.S? Zawiera złoto 24 - karatowe i kwas hialuronowy. Dzięki nim skóra staje się dogłębnie nawilżona, zregenerowana i delikatnie roświetlona. Sugestia producenta jest taka, aby zastosować tą maseczkę np.pod makijaż nie zmywając jej. Niestety pomysł jest jak dla mnie chybiony. Mimo, że jest delikatna i przyjemna w zastosowaniu. Przypomina w konsystencji mleczno-perłowy żel. Po odczekaniu 20 minut nie wchłania się całkowicie, a drobinki złota tworzą świetlistą opalizującą powłokę. Nie preferuję raczej takich efektów wiec ją poprostu zmyłam, co również i Wam sugeruję jeśli bedziecie chcieli ją wypróbować. Ogólnie nie jest zła choć nie rewelacyjna. Cena to 1.90 zł. W składzie nie zawiera parabenów to z pewnością plus. Wydaje się dość wydajna. Wszystkie maski marki “Perfecta Beauty” są w dużych opakowaniach i wystarczają na 2 aplikacje. Gdybym jednak miała być szczera nie jest to wygodne opakowanie. Po nacięciu saszetki trzeba resztę jakoś zakleić, zabezpieczyć np. taśmą aby reszta nie wyschła. Czy nie lepiej byłoby zgrzać saszetkę na dwie odzielne porcje maseczki. Nie wiem dlaczego producent wybrał takie mało praktyczne opakowanie.


 

 Ocena działania w skali 1-5

WCHŁANIANIE: 3
NAWILŻENIE: 4
ELASTYCZNOŚĆ SKÓRY: 4

Skład: Aqua, Hydrogenated Poly-1-Decene, Glycerin, Sodium Hyaluronate, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer,  Silica, Cichorium Intybus Root Oligosaccharides, Caesalpinia Spinosa Gum,  Acetyl Heptapeptide-9, Colloidal Gold(nano), Acrylates/C10-C30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Carbomer, Hydraxyacetophenone, Phenoxyethanol, Disodium EDTA, BHA, Sodium Hydroxide, Parfum, Mica, CI 77891, Tin Oxide.

Perfekta Beauty Booster Mask - macierzyste odmładzanie komórek
Maseczka na twarz, szyję i dekolt dla kobiet dojrzałych, przy każdym rodzaju cery po 40 roku życia. Jej działanie to uzyskanie szybkiego efektu redukcji zmarszczek (lifting) jak określa producent “w 4 wymiarach”. W składzie posiada komórki macierzyste z arganu i róży, które widocznie wpływają na gęstość skóry. Dobre nawilżenie zapewnia kwas hialuronowy. Zawiera ona również liście baobabu, które poprawiają naprężenie skóry, jędrność i gładkość. Witamina C natomiast pobudza syntezę kolagenu oraz sprawia, że cera nabiera zdrowego kolorytu. Co do składu należy podkreślić, że nie posiada parabenów.Wprawdzie  nie jestem jeszcze w przedziale wiekowym dla którego została ona stworzona, jednak czasem używam bardziej silnie działających kosmetyków, gdy chcę uzyskać efekt natychmiastowej poprawy wyglądu skóry. Nie należy stosować takich metod często, bo można spowodować przyzwyczajenie się skóry do takich zabiegów.
Jaka maseczka jest podczas zastosowania ma delikatny zapach nie drażniący. Konsystencja jest zdecydowanie cięższa i mocno tłusta. Od razu po aplikacji daje pozytywne uczucie regeneracji. Twarz jest wyrażnie gładsza i napięta. Jednak nie mogłabym pozostawić jej bez zmywania. Ma dużą zawartość olejków wiec polecam ją zmyć wodą pomimo, że producent zmów sugeruje aby zostawić resztki do całkowitego wyschnięcia. Cena to ok 2 zł. Jest to maska na tyle dobra, że w razie potrzeby szybkiej poprawy wyglądu i smopoczucia na pewno po nią jeszcze sięgnę.
 
Ocena działania w skali 1-5

WCHŁANIANIE: 4
NAWILŻENIE: 5
ELASTYCZNOŚĆ SKÓRY: 5

Skład: Aqua, Paraffinum Liquidum, Isopropyl Palmitate, Caprylic/Capric Triglyceide, Glyceryl Stearate, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/VP Copolymer, Glycerin, Sodium Hyaluronate, Hydrolyzed Adansonia Digitata Extract, Carthammus Tinctorius Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Tocopheryl Acetate, Ascorbyl Palmitate, Linoleic Acid, Argania Spinosa Callus Culture Extract, Isomalt, Lecithin, Sodium Benzoate, Rhododendron Ferrugineum Leaf Cell Culture Extract, Lactic Acid, Stearyl Alcohol, Ceteareth-20, Ceteareth-25, Dimethicone, Hydroxyacetophenone, Phenoxyethanol, BHA, Sodium Hydroxide, Benzyl Benzoate, Benzyl Salicylate, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Buylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool, Hydroisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Parfum.

 Eau Thermale AveneTolerance Extreme

Ostatnią maseczkę dostałam w ramach testów programu konsumenckiego “Life Style” drogerii Super-Pharm. To oczywiście lubiana przeze mnie marka “Avene”.  Przeznaczona jest do skóry wrażliwej i nadwrażliwej oraz ma wykazywać działanie natychmiastowego nawilżenia i ukojenia. Opis składu brzmi na prawdę interesująco, to 7 “fizjo-kompatybilnych” i “fizjo-lekkich” składników.  Bardziej przystępnie mówiąc jest to maska która, opiera się na maksymalnie siedmiu składnikach oraz posiada wysokie stężenie gliceryny, co przynosi skórze uczucie wyjatkowej świeżości. Większość innych maseczek nakłada się na twarz na 15-20 minut, tą stosuje się zaledwie przez 5 minut.  Czas sugerowany w zupełności wystarcza, więc jeśli nie masz zbyt dużo czasu proponuję ten produkt. Maseczka Tolerance Extreme jest kosmetykiem sterylnym, czyli takim gdzie nie znajdzie się w składzie konserwantów, substancji powierzchniowo czynnych, zapachowych oraz regulatorów pH. Można powiedzieć, że w prostocie siła. Podczas zastosowania jej byłam niezwykle zadowolona  jest nie tłusta i dobrze się rozprowadza. Po całkowitym wyschnieciu i umyciu skóra twarzy jest delikatna, nawilżona a pory nie są zablokowane. Myślę, że można ją polecić osobom z tendencją do powstawania zaskórników. Cena 50.75 za opakowanie 50 ml.

Ocena działania w skali 1-5

WCHŁANIANIE: 5
NAWILŻENIE: 5

ELASTYCZNOŚĆ SKÓRY: 4

Skład: Avene Thermal Sring Water (Avene Aqua), Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Behenyl Alcohol Butyrospermum Parkii (Shea) Butter (Buyrospermum Parkii Butter) Carthamus Tinctorius (Safflower) Seed Oil (Carthamus Tinctorius Seed Oil), Sodium Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer Water (Aqua).
I tak oto upłynął mi czas błogiego świątecznego relaksu. Zapraszam do komentowania posta. Być może również lubicie jedną z prezentowanych dziś maseczek a może wszystkie J Jestem jak zawsze ciekawa, jakie macie doświadczenia w tym temacie.

Przeczytaj również: Sen to regeneracja

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...