niedziela, 17 lipca 2016

Pistacjowy manicure i metaliczna mandala




Letni klimat wpływa na mnie zawsze twórczo pod względem manicure'owych zdobień. Kolory i wzory sukienek, które noszą kobiety są obłędne. Trudno wbije się do mojej głowy jakiś wzór, kombinacja kolorystyczna i nie mogę się jej tak szybko pozbyć dopóki nie wymyślę odzwierciedlenia pasującego do reszty stylizacji na moich paznokciach. Tak było i tym razem inspiracją była dla mnie brązowo- zielona letnia sukienka. Na ostatniej wyprzedaży w Rossmann’ie kupiłam sporo nowych lakierów  za 50 % ceny, więc nic tylko próbować . Z jakością użytych lakierów było różnie. Zauroczona soczystością pistacjowego lakieru miałam nadzieję, że to będzie strzał w dziesiątkę. Niestety trwałość lakieru marki “Lovely”z serii Summer Beauty jest słaba.  Bez odprysków utrzymuje się zaledwie 2-3 dni. Pomimo, że pomalowałam 2 warstwy i użyłam dobrego top coat’a. Sytuacja mało komfortowa, bo chciałabym trochę ponosić manicure w tym wesołym kolorze ciut dłużej. Jednak ku mojemu zaskoczeniu dość dobrze się sprawdził zakupiony w jednym z kiosków lakier  firmy “Cristhine” nr 31, cena 3.90 zł. Jestem pewna, że jest raczej mało popularny, bo w dużych drogeriach nigdy go nie widziałam. Fajnie wygląda na płytce paznokcia - ciemny głęboki brąz o metalicznym połysku. Wypróbowałam ten lakier również do zdobień za pomocą stempla. Może nie jest bardzo gęsty ale wzory są widoczne, więc można go zastosować do tego celu. Wykończeniem całej stylizacji jest mała gwiazdka na środku wzorka w formie mandali. Nie widać tego na zdjęciu ale gwiazdki mają perłowo zieloną powierzchnię, więc taki akcent pasuje do całości. 



Jeszcze kilka słów na temat rewelacyjnego jak dla mnie top coat’a, który upolowałam na wspomnianej wyprzedaży. Nazywa się Nail Expert 60 sec turbo dry, marki Miss Sporty, czyli w skrócie jest to top – wysuszacz. Jak dla mnie “rewelka” zasycha szybciutko i dobrze wydłuża trwałość lakierów podstawowych. Żałuje, że nie kupiłam dwóch, bo naprawdę warto. Nie trzeba czekać i uważać żeby nie zniszczyć wcześniej wykonanej pracy. Co czasem mi się zdarza, Wam pewnie również :) Na końcu chciałam jeszcze pochwalić się najnowszą blaszką do stemplowania, którą kupiłam na Targach Kosmetyczno-Fryzjerskich o których już pisałam. Czy jestem z niej zadowolona?  To moja pierwsza blaszka. Z jednej strony ma dość dużo wzorów, więc można coś zawsze dobrać, z drugiej na pewno ma zbyt drobne wzorki, jeśli chodzi o te na całą płytkę paznokcia. Jednak grube kreski wzorów ze stempla są bardziej widoczne. Takie jest moje zdanie. Cena to 15 zł. Czy to drogo? Zakup dobrej jakości blaszki z dużą ilością wzorów nigdy nie kosztuje zupełnie tanio, więc byłam na to nastawiona.

Wracając do dzisiejszej stylizacji manicure'owej jest taka trochę etniczna i egzotyczna w sam raz na wakacje w tropikach. Czekam na Wasze komentarze i pozdrawiam wakacyjnie.

Przeczytaj również: Nie dla niedoskonałości

czwartek, 23 czerwca 2016

Pin-up girl





Bawić się modą to dewiza nie jednej szafiarki. Stylizacja al’a pin-up girl daje duże pole do popisu. Zarówno pod względem fryzur, makijażu jak i charakterystycznego stroju. Samo słowo pochodzi od popularnych kiedyś obrazków, pocztówek, wycinek z gazet dziewczyn, o trochę frywolnym zabarwieniu. Lata 40-te i 50-te to rozkwit lansowania tego wizerunku. Znane modelki z tamtego okresu to Betty Grable i Bettie Page. Elementy dominujące to jeśli chodzi o fryzury idealnie ułożone fale i koki w kształcie rożka. Na głowie często pojawia się bandana lub duży kwiat.  Makijaż jest zazwyczaj wyrazisty i perfekcyjnie dopracowany. Mocno zarysowane oczy poprzez  przyklejane sztuczne rzęsy, kreski malowane eyeline’rem i ogniste kolory pomadki. Co ubrałaby na siebie prawdziwa pin-up girls? Byłyby to za pewne stroje o bardzo kobiecym i seksownym kroju ale nie pozbawione wyczucia dobrego smaku i gustu. W takiej stylizacji pojawiają się rozkloszowane sukienki o odkrytych ramionach. Ważnym elementem była również bielizna. Nieodzownie dyskretnie lansowano atuty i walory estetyczne pończoch. Zwłaszcza takich z kreską z tyłu i wzmocnioną piętą. Bieliźnianym hitem tego stylu były oczywiście gorsety oraz staniki z trójkątnymi miseczkami.  Z tych ostatnich chyba zrezygnowałabym. Mimo wszystko kształty bardziej opływowe dominują w obecnych trendach bieliźniarskich i są bardziej praktyczne. Najlepsze modele butów dobrane do takiego wizerunku  to szpilki  z zapinanym paskiem na kostce.





Prezentowana w dzisiejszym poście stylizacja jest utrzymana w stylu pin-up girl. Nie kierowałam się jednak ściśle tym wzorcem. Na pewno zrezygnowałam z wyrazistego make-up’u jak również z układania włosów w loki. Lato w pełni, więc nie czułabym się dobrze w tzw. masce na twarzy. Postawiłam na odrobinę luzu i poszłam na pewne ustępstwa. Sukienka jest w kolorze morskiej zieleni w kształcie bombki. W zależności od światła raz wygląda na bardziej zieloną, a raz na bardziej niebieską. Ciekawym zalotnym elementem może być wszyta u dołu usztywniająca tiulowa falbana, która imituje halkę. Buty są jak najbardziej a’la pin-up girl. Czarne szpilki “ Jenny Fairy”, urozmaiciłam je trochę doszywając czarny kwiat. Jedyne czego mi naprawdę zabrakło do całości stylizacji to rajstop stylizowanych na pończochy. Widziałam takie gdzieś na internecie, jednak nie znalazłam ich w sklepach. Może kiedyś uda mi się takie kupić, byłyby idealne do dzisiejszej stylizacji. Z dodatków użyłam moich koronkowych kolczyków “Chłodne sombre”.  Dobrze ożywiły całość, ponieważ są utrzymane w podobnej tonacji kolorystycznej. Ciekawa jestem, czy Wam się spodoba moja interpretacja stylizacji a'la pin-up girl.  Do realizacji tej sesji zaprosiłam nowego fotografa jest to: Dorota Rogula - Ackroyd. Być może widać trochę inne spojrzenie, niż w moich poprzednich odsłonach modowych. Nie wiem, sami ocenicie. Trzymam się jednak reguły, że zapraszam do współpracy tylko osoby, które wprowadzają pozytywną energię. Dzięki czemu jest szansa, że zdjęcia będą udane.








Przygotowując materiały do dzisiejszego postu znalazłam świetny filmik. Jak można zabawić się w pin-up girl. Stare pocztówki odtworzone zostały na nowo w fotografiach. Ta sama poza, strój, make-up, fryzura. Po obejrzeniu tej animacji długo nie trzeba nikogo przekonywać, że taki radosny a za razem uwodzicielski styl pasuje niemal każdej kobiecie.
Przeczytaj również: Tunika a'la ponczo


sobota, 18 czerwca 2016

Wyniki konkursu urodzinowego



Przy okazji tego postu chciałam Wam serdecznie podziękować za dość spore zainteresowanie rocznicowym konkursem na moim blogu. Sama wiem, że taki upominek od blogera może być bardzo oczekiwany, bo przynosi komuś po drugiej stronie ekranu małą chwilkę radości.  Nagroda powędruje do Patrycji Kurczak, która miała najwięcej szczęścia w losowaniu. Mam nadzieję, że wszystkie próbki się przydadzą a lakier przypadnie jej do gustu. Być może wyczaruje nim jakieś oryginalne letnie stylizacje manicure'owe.
Powiem, że myślałam nad  tym czy nie podsumować jakoś mojego blogowania, w końcu okazja do tego jest dość sprzyjająca. Nawet w przypływie twórczej weny któregoś wieczoru napisałam bardzo otwarty tekst. Jak to jest być blogerem modowo-urodowym. Miałam zamiar napisać coś o wzlotach i upadkach, za dużo powiedziane. O potknięciach, które podczas ostatniego roku się wydarzyły. Jednak nie opublikuję tego tekstu, może kiedyś jak bardziej okrzepnę i nabiorę większej pewności siebie. Z prostej przyczyny, to co dzieje się obok ma wpływ na to co piszę. Nawet jeśli coś pójdzie nie tak jak bym chciała staram się o tym nie pamiętać. Ważne jest to, że nowe pomysły i energię na kolejny rok blogowania mam. Przy okazji dziękuję dziewczynom i dojrzalszym Paniom, które mnie wspierają i upewniają, że warto to robić. Jedyne co nie spodobało mi się to może zbyt powszechne szufladkowanie. Kiedy chciałam założyć profil na popularnych wyszukiwarkach dla blogerów trzeba było się sprecyzować.  Jakiej kategorii jest mój blog, co w nim dominuje moda, kosmetyki, porady, projektowanie biżuterii.  Nie chcę aby był wąski - monotematyczny, może to po prostu blog o kobiecie i dla kobiet. Pisanie i przygotowywanie wpisów przynosi mi radość...jak na razie. Więc jest to taki mój mały zakątek dla kobiet szczęśliwych. Przynajmniej dla takich, które chcą być szczęśliwe same dla siebie. “Ze szczęściem cza­sami by­wa tak jak z oku­lara­mi, szu­ka się ich, a one siedzą na nosie.” Phil Bosmans.

Przeczytaj również: Wystawa - "Modna i już! Moda w PRL"

wtorek, 7 czerwca 2016

Niesforne groszki



W dzisiejszym poście chciałam Wam sprzedać moje inspiracje na temat grochów. Są właściwie ponad czasowe. Jak je ujarzmić, oswoić, żeby pasowały do każdego typu sylwetki i wieku. Z czym je łączyć? Myślę, że wiele Pań boi się pozwolić sobie na takie groszkowe szaleństwo. Nie słusznie.  Zasada jest właściwie jedna. Dobieramy wielkość printu grochów do sylwetki na zasadzie przeciwieństwa.  Jeżeli nosisz większy rozmiar ubrań należy wybrać  drobne wzorki a nawet kropki. Jeśli jesteś kobietą o szczupłej sylwetce, będzie Ci dobrze w dużych wyrazistych motywach grochów. Takie Panie wyglądają uroczo również w intensywnych kolorach. Uniwersalne są jednak średnie grochy oraz pastelowe kolory.  Reasumując każdy może groszki, grochy w końcu kropki nosić. Zbliża się sezon komunijno-ślubny, może wybrać taką stylizację.  Zestawienia z wyrazistym wzorem są bardzo eleganckie ale może być to również świetna propozycja na co dzień, wszystko zależy od dodatków.




Znalazłam  kilka przykładów groszkowych stylizacji. Noszą je wszyscy od angielskiej rodziny królewskiej, poprzez gwiazdy ze stron portali plotkarskich. Moja ulubiona stylizacja w grochy nawiązuje do ikony pop kultury Marylin Monroe.  Sukienki w stylu lat 60-tych mają jeszcze jedną zaletę, świetny krój, który uwydatnia wszelkie kobiece atrybuty a w połączeniu z grochami są szalenie romantyczne .

Moja groszkowa stylizacja jest również nieco retro. Krój sukienki przypomina projekty z lat 20-tych. Wzory sukienek  posiadały wtedy charakterystyczne obniżoną talię, co pozwalało ukryć biust i biodra. Królował  styl na tzw. chłopczycę. Dla mnie są to sukienki może mniej kobiece ale wyraźnie dziewczęce.  Sukienka, którą prezentuję ma dół asymetryczny. Jest to model odważny, ponieważ połączenie wzorów florystycznych i jednocześnie grochów  jest zdecydowanie nietypowe. Mimo to, prezentowana propozycja pasuje zarówno na elegancką kolację przy świecach jak również na spacer w ogrodzie.







Właśnie zastosowanie odmiennych dodatków trochę zmienia odbiór całości. Ponieważ sukienka jest  wiązana na szyi (bez pleców), dobrałam małe czarne atłasowe bolerko i w takiej konfiguracji jest to stylizacja elegancka. Wystarczy, że zastosuję zamiast bolerka tiulowy różowy szal w duże białe grochy, stylizacja nabiera bardziej  codziennego charakteru. Przy okazji muszę się Wam pochwalić, że udało mi się upolować na “pchlim targu” niesamowicie oryginalne kolczyki. Są to duże wiszące sople, kombinacja złota i srebra. Takie kolczyk pasują do wielu stylizacji, więc jeszcze nie raz je założę. Ostatnim elementem są buty, w tym przypadku to sandały na obcasach. Motyw zdobniczy widoczny na nich, to drobne srebrne kropki, które dopełniają całość groszkowej stylizacji. Tak właśnie proponuję oswoić grochy i kropki, małe i duże. Uniwersalność takiego wzornictwa sprawia, że ciągle są i nadal będą  obecne w damskich szafach. 
Przeczytaj również: Modowy hit

piątek, 3 czerwca 2016

Czarna biel - pasta wybielająca Curaprox


Wybielanie zębów to temat, który często za mną chodzi. Przy moim trybie życia muszę o tym pamiętać.  Kiedyś już o tym pisałam picie herbaty w dużych ilościach nie jest mi obce. Biorę pod uwagę, że lepiej zapobiegać przebarwieniom nazębnym, niż potem wydawać ogromne kwoty na wybielanie w gabinetach stomatologicznych.  Idąc tropem nowości wyszukałam bardzo ciekawego producenta, który oferuje klientom wybielanie zębów bezpieczne i nieinwazyjne. Przypominam sobie jakiś wpis jednej z blogujących dziewczyn. Narzekała, że przetestowała żel wybielający firmy dostępnej powszechnie na rynku. Okazało się, że nie tylko używanie go za pomocą nakładek nazębnych jest kłopotliwe ale powoduje u niej dość duży ślinotok. Substancje mocno działające na szkliwo i dziąsła mogą być drażniące. Dlatego nie dla wszystkich wszystko jest dobre.




Pasty “Black is White” i “White is Black” mają unikatowy skład. Są to pasty z aktywnym węglem neutralizującym mikrocząstki powodujące przebarwienia na zębach. Obie pasty, są czarne więc nie trudno ulec chęci ich wypróbowania. Czy za pomocą czerni można uzyskać białe perłowe ząbki, takie o jakich marzymy? Warto przeanalizować je pod względem składu przed zakupem.
Są to pasty bezpieczne dla szkliwa nie zawiera bowiem substancji ściernych oraz składników wybielających chemicznie. Mają na prawdę niski współczynnik ścieralności, na poziomie (RDA) – 50. Zawierają fluorek sodu, który działa przeciwpróchniczo i enzymy. Mieszanka enzymów wykazuje działanie antybakteryjne i przeciwwirusowe śliny. Dobrze jeśli pasta działa odbudowująco na szkliwo i w tym przypadku tak jest. W składzie tych past znajduje się hydroksyapatyt. Jest to substancja, która wzmacnia i uszczelnia szkliwo zębów. Należy podkreślić, że nie zawierą szkodliwych substancji typu SLS. Porównując te pasty z dostępnymi w drogerii, mogę je z pewnością polecić jako alternatywę dla silnie drażniących past wybielających o których wspomniałam.
Stosowałam obie pasty jak można je opisać z punktu widzenia użytkownika. Są dość wydajne, konsystencja nie odbiega od tradycyjnej pasty. Zaraz po szczotkowaniu powierzchnia zębów jest gładka jakby wypolerowana. Jeśli chodzi o efekt wybielania, przy regularnym stosowaniu może być on zauważalny. Ja, ponieważ walczę z osadami stale nie miałam mocnych przebarwień, wiec efekt zmiany koloru na bielszy jest minimalny. Na pewno  stosowanie tych past wpłynęło korzystnie na powstrzymanie osadów u mnie. Czym różnią się obie pasty? Skład jest jednakowy jak również działanie, jedyne co je różni to smak. “White is Black” to pasta o wyjątkowo delikatnym smaku (limonkowo- miętowym). Wersja bardziej odświeżająca to ta “Black is White”. Pasty marki “Cupraprox” przypadły mi do gustu. Z jednym małym ale…podczas szczotkowania osady z węgla aktywnego pozostają również na szczoteczce. Po długotrwałym stosowaniu tych past lekko ona szarzeje. O tym również producent pomyślał, przy zakupie w komplecie otrzymujemy szczoteczkę z czarnym włosiem. To taki trik dla osób wyczulonych estetycznie. Ostatnim aspektem jest cena. Nie jest to pasta tania (cena od 84-99 zł - sklepy internetowe). To raczej produkt luksusowy. Inne bardziej specjalistyczne pasty wybielające  również są droższe. Jeśli chcecie jednak zadbać o biel swoich zębów i jednocześnie uniknąć uszkodzeń i podrażnień szkliwa lub dziąseł powinniście kiedyś wypróbować tą czarną pastę. Bo to w końcu inwestycja w nasz zdrowy i piękny uśmiech.

Skład: Aqua, Sorbitol, Hydrated Silica, Glycerin, Carbon Black, Bentonite, Aroma, Decyl Glucoside, Sodium Monofluorophosphate, Cocamidopropyl Betaine, Tocopherol, Mica, Xanthan Gum, Hydroxyapatite (Nano), Titnium Dioxide, Microcrystalline Cellulose, Maltodextrin, Potassium Acesulfame, Sodium Benzoate, Potassium Chloride, Potassium Sorbate, Menthyl Lactate, Methyl Diisopropyl Propionamide, Ethyl Menthane Carboxamide, Sucrose, Zea Mays Starch, Stearic Acid, Cetearyl Alcohol, Citrus Limon Peel Oil, Citric Acid, Lactoperoxidase, Glucose Oxidase, Amyloglucosidase, Potassium Thiocyanate, Tin Oxide, Hydrogenated Lecithin, Limonen, Cl75815, Cl77289

Made in Switzerland.

Pojemność 90 ml.
Przeczytaj również: W poszukiwaniu "hollywoodzkiego uśmiechu"

sobota, 28 maja 2016

Charms and friends



Bransoletki przyjaźni – przypomniałam sobie o nich przeglądając moje pudełko z różnościami.  Takie właśnie ozdoby były i są popularne od lat. Dlaczego? Bo to minimalistyczny i wygodny dodatek pasujący prawie do każdej stylizacji. W czasach mojej wczesnej młodości bardziej utalentowane dziewczyny robiły sobie same bransoletkę dla siebie i oczywiście dla przyjaciółki. Najprostsze to wyplatany kolorowy pasek z muliny, wiązany na nadgarstku. Inna wersja takiej biżuterii to cienki rzemyk z jedną prostą ozdobą typu serduszko czy znak nieskończoności. Potem pojawiły się bardziej poważnie wyglądające bransoletki produkowane przez duże firmy jubilerskie. W tych egzemplarzach na łańcuszku umieszcza się różne zawieszki tzw. charms’y. Wiszące ozdoby mogą być różne: zwierzaki, podkówki, kluczyki, koraliki  i co tylko nam się zamarzy. To taka persnalizacja biżuterii, która jest gwarancją, że nikt nie ma takiej samej. Bardzo lubię ten rodzaj bransoletek są takie wesołe, coś tam i tu trochę się rusza i błyszczy. Dlatego pomyślałam o lensowym skrzyżowaniu-miksie, zrobiłam  charmsową bransoletkę przyjaźni. Dość długo szukałam odpowiedniej delikatnej koronki z motywem roślinnym wreszcie się udało. Do tego dołożyłam trochę koralikowych ozdób na dłuższych wiszących łańcuszkach i “voila” moja wersja gotowa. Pozostaje tylko zrobić drugą jednakową, żeby oczywiście podarować ją jednej z moich przyjaciółek. Z pewnością jej się spodoba. Przyjaciele niejednokrotnie mają podobny gust do nas. Jest taki piękny cytat o przyjaźni, który pasuje do dzisiejszego tematu i warto go zapamiętać.”Przyjaciele są ja ciche anioły, które podnoszą nas, gdy nasze skrzydła zapomniały jak latać.  A kiedy nie chcemy otworzyć serca na ich pomoc, nie zostawią nas. Poradzą sobie.. wytrychem.” *Antoine de Saint-Exupery. Pamiętajcie, zawsze możecie sami zrobić taką biżuterię wystarczy trochę sił i chęci a odbiorców nie trzeba szukać daleko.

Przeczytaj również: Gothic mystery

piątek, 20 maja 2016

Najlepsze stylizacje - Eurowizja 2016



Dopiero co opadły emocje zmagań europejskiego święta muzyki.  Oczywiście, że jest to impreza na której muzyka jest najważniejsza. Nie można jednak zapominać o wrażeniach estetycznych jakich nam dostarcza. Z roku na rok styliści gwiazd starają się czymś zaskoczyć widownię. Eurowizja to feeria świateł, nowatorskie efekty audiowizualne, dopracowane do ostatniego szczegółu choreografie i wymyślne projekty strojów.  Ponieważ teraz eliminacje to kilka dni więc wszystko jest nam dawkowane a napięcie wzrasta.  Przeglądając  artystów “Anno Domini 2016” można by wyłonić kilku, którzy na pewno zostaną dłużej w pamięci.  Niekoronowaną liderką w tej kategorii była Nina Kraljic   z Chorwacji. Z informacji które były o niej publikowane wiem, że jest laureatką “The Voice”w swoim kraju. Widać, że jest niewątpliwie utalentowana.  Stylizacja, którą miała na sobie była nieziemska. Na początku suknia była zakryta pod  troszkę  dziwną narzutą w formie jakiegoś kosmicznego płaszcza. Pamiętacie "bukę" z doliny muminków, nie wiem dlaczego gdy zobaczyłam tą artystkę w tej kreacji zaraz skojarzyła mi się z tą bajkową postacią. Wszystko jednak pasowało do interpretacji piosenki, więc było jak najbardziej na miejscu. W trakcie występu płaszcz został jednak ściągnięty i wyłoniło się drugie stylizacyjne wcielenie, piękna srebrna suknia. Kto nie widział koniecznie musi obejrzeć, ten występ ma w sobie jakąś magię.  Nina za całokształt została wyróżniona mianem miss, chyba zasłużenie. 

Druga stylizacja, która jest warta obejrzenia to delikatna eteryczna suknia reprezentantki Australii. Ponieważ ten kraj bierze udział w "Eurowzji" od niedawna. Z tej przyczyny Australijczycy  zawiesili wysoko poprzeczkę, aby zostać zauważonym w tych zmaganiach. Udało  im się to w 100 %, piosenka była bardzo interesująca, wokal ponadprzeciętną, no i oczywiście oprawa stylizacyjna Dam Im. Suknia z asymetrycznym wykończeniem. Ujmujący blask i błysk. Projekt  sprawia, że wokalistka wyglądała jak mała porcelanowa laleczka.  Ten utwór “Sound Of Silence” jest na poziomie nie tylko europejskim ale myślę, że na światowym. Oby więcej takich kompozycji można było usłyszeć w przyszłości. Kobiece  stylizacje przykuwały oko było wszystko: tiule, szyfony oraz szalenie modne w tym roku frędzle. Takie stylizacje z rozmachem i na bogato.


 Męskie stylizacje były nastawione klasycznie, na dobrze skrojony garnitur albo… no właśnie, na miejski luźny casual. Co mnie ujęło?  Freddie reprezentant Węgier.  Spodnie jeansowe z dziurami, asymetryczna koszulka. Do tego męska etniczna biżuteria.   Mieszanka świetna a zwłaszcza w połączaniu z głosem trochę podobnym do Garou…i to gwizdanie w chórkach…fiu, fiu. Tak powinien wyglądać elegancki współczesny mężczyzna. Fajnie na luzie prezentowało się także trio z Danii, bez nadęcia a jednak było na kim oko zawiesić :)  Oryginalna stylizacja męska, to Ivan z Białorusi. Stylizacja była utrzymana w świetlistych jasnych odcieniach pasteli. Niezaprzeczalnie wyglądał jak samotny biały wilk.


 Stylizacja Michała Szpaka nie była dla nikogo z Polski niespodzianką. Internauci  szczodrzy w  dobrych ocenach piosenki Michała, raczej nie ocenili jego stylizacji równie pozytywnie. W sieci krążyły później memy, że niby był podobny do “Kapitana Hooka” lub do” Drakuli”. Może tak to już jest, że lubimy wszystko obśmiać. Mimo to obstaję w twierdzeniu, że w klasycznym garniturze ze swoim typem urody wyglądał by dopiero groteskowo. No chyba nikt nie oczekiwał, że wyjdzie w sukience.  Ja lubię być zaskakiwana, więc to co niespodziewane zawsze bardziej zapada mi w pamięci.  Nina Kraljic wygrała jak dla mnie pod względem wizerunku podczas tegorocznej Eurowizji.

Stylizacje, piosenki wszystko tworzy niepowtarzalny klimat tego festiwalu. Jasne jest to, że wygrywa najlepszy, więc zasłużenie wygrała Jamala z Ukrainy. Jej nieco mroczna suknia a właściwie chyba kombinezon oraz wyrazista interpretacja  spodobała się najbardziej w końcu to piosenka z przesłaniem. 


 Zastanawiam się, która stylizacja zapadła Wam w pamięci z tegorocznej gali “Eurovision Song Contest”, może jedna z moich propozycji.
Przeczytaj również: Zwyczajnie - kobieta

wtorek, 10 maja 2016

KONKURS - 1 ROK BLOGA


Termin zgłoszeń od 10.05.2016 do 15.06.2016

Zasady wzięcia udziału :

- pozostaw komentarz  pod jednym z wybranych przez Ciebie postów na moim blogu. Natomiast pod tym postem napisz, że bierzesz udział w zabawie urodzinowej :) 



- udostępnij zdjęcie konkursowe na swoim blogu, FB lub Google+


- dodaj mnie do obserwowanych (Google, Blogger)

- polub moją strone na FB

Do wygrania:



1. Pharmaceris N – DERMO-STRUKTURALNY KREM KORYGUJĄCY ZMARSZCZKI (próbka),

2. Pharmaceris N – ODŻYWCZY KREM DO TWARZY 4 % DERMO-LIPIDÓW (próbka),

3. Pharmaceris  M - KREM ZAPOBIEGAJĄCY ROZSTĘPOM (próbka),

4. Ziaja – KREM REDUKUJĄCY TRĄDZIK (próbka),

5. Apis – UJĘDRNIAJĄCY KREM DO TWARZY Z ŻURAWINĄ I OLEJKIEM ARGANOWYM (próbka),

6. Apis – NAWILŻAJĄCA MASECZKA DO TWARZY Z MINERAŁAMI Z MORZA MARTWEGO I KWASEM HIALURONOWYM  (próbka),

7. Curaprox – PASTA ENZYCAL  ZERO (próbka),

8. Curaprox – IMPLANT& BRACES FLOSS (próbka),

9. Cristhine – LAKIER DO PAZNOKCI (KOLOR PUDROWY RÓŻ), najmodniejszy tej wiosny ;)

Zestaw próbek dobrałam tak, że zawsze znajdziecie coś dla siebie.  Macie również okazję przetestować to co ja aktualnie testuję, czyli markę “Apis”, którą znalazłam podczas ostatnich targów “Kosmetyczno-Fryzjerskich” oraz producenta past i produktów do higieny jamy ustnej “Curaprox”. Już niebawem moje opinie o najciekawszych produktach.  Zapraszam Was do wzięcia udziału w rocznicowym konkursie na moim blogu.

Przeczytaj również: Chłodne sombre

sobota, 7 maja 2016

Pastelowo mi!




Topowymi kolorami sezonu wiosna 2016, są niezaprzeczalnie pastele. Paleta do wyboru jest naprawdę szeroka od niebieskiego tzw. baby blue poprzez subtelne odcienie fioletu, aż po kolor miętowy, pudrowy róż, a nawet kanarkowy.  Kolory brzmią pięknie i równie interesująco wyglądają na paznokciach. Wystarczy trochę fantazji i można wyczarować sobie manicure w którym będziemy supermodne. Bardzo trendy jest połączyć paletę barw pastelowych z ozdobnikami metalicznymi lub brokatowymi. Kombinacja kolorów jaki i form zaczerpnięta jest z ostatnio oglądanych pokazów, Louis Vuitton, Alexandra McQueena, Karen Walker, Gucci, Isabel Marant, Jeremiego Scott, Oscara de la Renty - ten projektant lansował w swoich projektach kolor pastelowo błękitny i turkus, mleczne odcienie wody to podpatrzone pokazy J.W. Andersona. Powiem tak ja lubię wszystkie odcienie  pastelowe są bowiem delikatne, świeże, optymistyczne. Zaletą tej palety barw jest to, że pasują do każdego kolorytu skóry. Trzeba tylko dobrać kolor który najlepiej pasuje do ubrań. Ja wybrałam na wiosenną przechadzkę po ogrodzie: afrykański fiolet. Wiecie jaki to kolor? Miałam trochę kłopotu z określeniem odcienia, który prezentuje dzisiejszy manicure, nie jest on ani do końca wrzosowy ani lawendowy. Pastelowy fiolet złamany kroplą różu.


Wykonanie, to przede wszystkim lakier bazowy Eveline Cosmetics z serii Minimax (077),który dobrze się rozprowadza dzięki szerokiemu pędzelkowi. Ocena jego jakości pod względem pigmentacji jest raczej średnia. Dokładne pokrycie płytki paznokcia bez prześwitów wymaga nałożenia od 2 do 3 warstw.  Kwiatowe zdobienia wykonałam pędzelkiem i piórkiem kreślarskim, przy użyciu lakieru Maybelline Colo Rama. Na samym końcu przydał mi się na dwóch palcach jako wierzchnia warstwa ozdobna, lakier brokatowy Quiz Safari. Jest on właściwie przeźroczysty z drobinkami mocnego purpurowego brokatu. Po zaschnięciu tworzy raczej matową powierzchnię, także dla uzyskania połysku trzeba jeszcze pomalować paznokcie top’em. Świetnie mi podpasował do mojej pastelowej stylizacji manicure. Trwałość nie jest zbyt długa, ponieważ bez odprysków utrzymuje się zaledwie od 3-4 dni. Wszystkie użyte dziś lakiery nie są drogie, to przedział od 3 do 6 zł. Namawiam Panie, aby zrobiły sobie taki pastelowy, kwitnący manicure.
Przeczytaj również: Koktajl imbirowo-kofeinowo-ziołowy na włosy

poniedziałek, 2 maja 2016

V Targi Kosmetyczno-Fryzjerskie we Wrocławiu


Napisanie dobrego tekstu o takich targach to nie lada wyzwanie.  Postaram się jednak jakoś zrelacjonować to przedsięwzięcie. “V Targi Kosmetyczno-Fryzjerskie” uważam za udane, a nawet za wyjątkowo udane.  Impreza zorganizowana była w ramach “Dni urody i spa” 23-24 kwietnia 2016 r, w Hali Stulecia. Pokazów, wykładów i konkursów było na tych targach naprawdę sporo. Wszystko skierowane jest do profesjonalistów z zakresu wizażu, fryzjerstwa, a także gabinetów oferujących zabiegi dotyczące pielęgnacji urody. Można tu zobaczyć jakie są nowinki, zastanowić się nad ewentualnymi szkoleniami, kupić profesjonalne kosmetyki oraz rozerwać się oglądając zmagania fryzjerów i wizażystów. Jest kolorowo, barwnie, no i na pewno nikt nie wyjdzie z targów niezadowolony. Ja byłam na tej imprezie w niedziele.
W tym dniu odbywały się między innymi finały:  IV Polskich Mistrzostw Makijażu Nastolatek, gdzie tematem był makijaż na studniówkę , I Mistrzostwa Makijażu Artystycznego, a także Mistrzostwa Dolnego Śląska we Fryzjerstwie, które były prowadzone przez Cech Rzemiosł Różnych we Wrocławiu. Z tych ostatnich zawodów mam nawet kilka zdjęć. Na myśl mi przyszło tylko jedno, uzdolnionych młodych ludzi mamy w Polsce wyjątkowo dużo. Ogromnie przyjemnie było obejrzeć jak się starają :)






Podobnie bardzo fajnie zaprezentowała się, “Akademia Wizażystki Maestro” – Olaf Tabaczyński. Jest to placówka doradczo-szkoleniowa z zakresu kreacji wizerunku. Panie makeup’istki w ramach konkursu oferowały analizę kolorystyczną a także brokatowe usta. Muszę przyznać, większości Pań bardzo się podobał taki “look” i chętnie poddawały się tej metamorfozie. Za namową sympatycznych Pań usiadłam i ja na krzesełku do wizażu. Efekt możecie obejrzeć i ocenić na jednym ze zdjęć. Ach, te usta…ach, wzbudziłam niemałą sensację w komunikacji miejskiej ;) Trochę dziwne uczucie, bo brokat nałożony na podkład daje uczucie sztywności. Całość takich brokatowych usteczek utrzymuje się do 5 godzin. Z tym, że nie można jeść a picie jest możliwe za pomocą rurki. To tak, gdyby ktoś z moich czytelników chciał sobie zrobić taki makeup na przyszłego Sylwestra.



Brokatowe usta wykonała mi makeup'istka z "Akademii Wizażystki Maestro" podczas targów.
Kolejnym interesującym mnie tematem była stylizacja paznokci.Wśród stoisk targowych znalazłam dwie interesujące marki. Pierwsza to firma “V&K Cosmetic”, która jest wyłącznym dystrybutorem produktów SNS w naszym kraju, dzięki którym wykonuje się manicure tytanowy. Produkty SNS, to specjalny zestaw pudrów oraz innych środków, które w połączeniu gwarantują szybki i niezwykle trwały manicure ( do 4 tygodni). Zainteresowałam się tą metodą, gdyż jest ona alternatywą dla techniki hybrydowej, żelowej oraz akrylowej. Na pewno jest szybsza, bo wykonanie pełnego zabiegu to 45 minut i co jest niezwykle istotne nie wymaga użycia lampy UV. Stoisko miało niesamowite powodzenie, bowiem wiele Pań odwiedzających targi chciało wypróbować  osobiście jaki jest manicure tytanowy, włącznie ze mną. Konkludując na pewno technika ta ma przyszłość na naszym rynku. Marka w ramach targów otrzymała nagrodę w kategorii “Innowacja” i jest to wyróżnienie z pewnością zasłużone.  Cieszy mnie, że we Wrocławiu jest gabinet, który wykonuje manicure tytanowy.




Drugie stoisko wypatrzone przeze mnie “Caretime”, dystrybutor produktów Glam Plates. Można było tu kupić wszelkie akcesoria do zdobień paznokci. Były to blaszki i stemple do wzorków, naklejki lakiery i wiele, wiele innych niezbędnie potrzebnych rzeczy do zdobienia paznokci. Nareszcie nabyłam moją pierwszą dobrą jakościowo blaszkę za 15 zł. Przy okazji pracowniczka firmy ozdabiała uczestnikom targów paznokcie, co szalenie ułatwiało wybór blaszki. Nie ma jak przetestować produkt na żywo. To nie to samo, co zakup takich akcesoriów przez internet. Jeszcze jedno, Pani stylistka zdradziła mi kilka tajników wykonywania wzorków, które opiszę przy okazji następnych postów. Jak się okazało takie szybkie szkolenie również było mi potrzebne.



To moje paznokcie: dwa palce mają zdobienia wykonane metodą stemplowania przez Panią stylistkę z "Caretime"(wzorek trochę się rozmazał, bo w domu próbowałam zabezpieczyć je nieodpowiednim top coat'em) , palec serdeczny jest wykonany techniką tytanową na stoisku "V&K Cosmetic" idealnie się trzyma na paznokciach.
Na koniec nie sposób nie wspomnieć o producentach kosmetyków. Chwilę zajęła mi wizyta na stoisku profesjonalnych kosmetyków naturalnych marki  “Sofie”. Zrobiłam również zdjęcie sympatycznym Paniom z firmy. Oferta wydaje się dość ciekawa peelingi, kremy do twarzy, kremy do stóp i rąk, regenerujące maski i oleje. Niestety nie będę miała okazji przetestować tej marki osobiście w domu, bo nie było już żadnych próbek na stoisku nad czym ubolewam.



Natomiast ostatnie stoisko kosmetyczne warte uwagi to producent kosmetyków “Apis Natural Cosmetics”. Posiadają bardzo bogatą ofertę obejmującą ponad 250 produktów. Niezwykle interesujące receptury, które dają gwarancję dobrej jakości. Do produkcji swoich kosmetyków marka ciągle poszukuje innowacyjnych rozwiązań w zakresie biochemii i biotechnologii, współpracując  z instytutami naukowo-badawczymi. Prowadzi również szkolenia dla pracowników gabinetów kosmetycznych z wykonywania zabiegów przy użyciu preparatów tej marki. W co można było się zaopatrzyć na stoisku firmy “Apis”: preparaty do demakijażu,eksfoliacji, maski algowe, kremowe, koncentraty, peeling, kremy balsamy i wiele innych produktów.  Jak się dowiedziałam marka ma również produkty skierowane do indywidualnych, detalicznych klientów nie tylko dla specjalistów. Profesjonalna obsługa i dobre podejście do potrzeb klientów  to wyróżnik tej firmy. Nie muszę chyba dodawać, że dostałam dużo próbek produktów, które postaram się przetestować w najbliższym czasie.


Moje podsumowanie i ocena “V Targów Kosmetyczno-Fryzjerskich” jest jak najbardziej pozytywna. Wprawdzie odwiedziłam tą imprezę po raz pierwszy ale bardzo mi się spodobała. Dobra organizacja targów, interesujący wystawcy, prelekcje i pokazy. Wszystko sprawiło, że poszerzyłam moją wiedzę merytoryczną na temat nowinek z dziedziny pielęgnacji urody. Być może czytelniczki bloga zachęcone moją skromną relacją, również uwzględnią te targi w swoich planach na przyszły rok. 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...