sobota, 28 maja 2016

Charms and friends



Bransoletki przyjaźni – przypomniałam sobie o nich przeglądając moje pudełko z różnościami.  Takie właśnie ozdoby były i są popularne od lat. Dlaczego? Bo to minimalistyczny i wygodny dodatek pasujący prawie do każdej stylizacji. W czasach mojej wczesnej młodości bardziej utalentowane dziewczyny robiły sobie same bransoletkę dla siebie i oczywiście dla przyjaciółki. Najprostsze to wyplatany kolorowy pasek z muliny, wiązany na nadgarstku. Inna wersja takiej biżuterii to cienki rzemyk z jedną prostą ozdobą typu serduszko czy znak nieskończoności. Potem pojawiły się bardziej poważnie wyglądające bransoletki produkowane przez duże firmy jubilerskie. W tych egzemplarzach na łańcuszku umieszcza się różne zawieszki tzw. charms’y. Wiszące ozdoby mogą być różne: zwierzaki, podkówki, kluczyki, koraliki  i co tylko nam się zamarzy. To taka persnalizacja biżuterii, która jest gwarancją, że nikt nie ma takiej samej. Bardzo lubię ten rodzaj bransoletek są takie wesołe, coś tam i tu trochę się rusza i błyszczy. Dlatego pomyślałam o lensowym skrzyżowaniu-miksie, zrobiłam  charmsową bransoletkę przyjaźni. Dość długo szukałam odpowiedniej delikatnej koronki z motywem roślinnym wreszcie się udało. Do tego dołożyłam trochę koralikowych ozdób na dłuższych wiszących łańcuszkach i “voila” moja wersja gotowa. Pozostaje tylko zrobić drugą jednakową, żeby oczywiście podarować ją jednej z moich przyjaciółek. Z pewnością jej się spodoba. Przyjaciele niejednokrotnie mają podobny gust do nas. Jest taki piękny cytat o przyjaźni, który pasuje do dzisiejszego tematu i warto go zapamiętać.”Przyjaciele są ja ciche anioły, które podnoszą nas, gdy nasze skrzydła zapomniały jak latać.  A kiedy nie chcemy otworzyć serca na ich pomoc, nie zostawią nas. Poradzą sobie.. wytrychem.” *Antoine de Saint-Exupery. Pamiętajcie, zawsze możecie sami zrobić taką biżuterię wystarczy trochę sił i chęci a odbiorców nie trzeba szukać daleko.

Przeczytaj również: Gothic mystery

piątek, 20 maja 2016

Najlepsze stylizacje - Eurowizja 2016



Dopiero co opadły emocje zmagań europejskiego święta muzyki.  Oczywiście, że jest to impreza na której muzyka jest najważniejsza. Nie można jednak zapominać o wrażeniach estetycznych jakich nam dostarcza. Z roku na rok styliści gwiazd starają się czymś zaskoczyć widownię. Eurowizja to feeria świateł, nowatorskie efekty audiowizualne, dopracowane do ostatniego szczegółu choreografie i wymyślne projekty strojów.  Ponieważ teraz eliminacje to kilka dni więc wszystko jest nam dawkowane a napięcie wzrasta.  Przeglądając  artystów “Anno Domini 2016” można by wyłonić kilku, którzy na pewno zostaną dłużej w pamięci.  Niekoronowaną liderką w tej kategorii była Nina Kraljic   z Chorwacji. Z informacji które były o niej publikowane wiem, że jest laureatką “The Voice”w swoim kraju. Widać, że jest niewątpliwie utalentowana.  Stylizacja, którą miała na sobie była nieziemska. Na początku suknia była zakryta pod  troszkę  dziwną narzutą w formie jakiegoś kosmicznego płaszcza. Pamiętacie "bukę" z doliny muminków, nie wiem dlaczego gdy zobaczyłam tą artystkę w tej kreacji zaraz skojarzyła mi się z tą bajkową postacią. Wszystko jednak pasowało do interpretacji piosenki, więc było jak najbardziej na miejscu. W trakcie występu płaszcz został jednak ściągnięty i wyłoniło się drugie stylizacyjne wcielenie, piękna srebrna suknia. Kto nie widział koniecznie musi obejrzeć, ten występ ma w sobie jakąś magię.  Nina za całokształt została wyróżniona mianem miss, chyba zasłużenie. 

Druga stylizacja, która jest warta obejrzenia to delikatna eteryczna suknia reprezentantki Australii. Ponieważ ten kraj bierze udział w "Eurowzji" od niedawna. Z tej przyczyny Australijczycy  zawiesili wysoko poprzeczkę, aby zostać zauważonym w tych zmaganiach. Udało  im się to w 100 %, piosenka była bardzo interesująca, wokal ponadprzeciętną, no i oczywiście oprawa stylizacyjna Dam Im. Suknia z asymetrycznym wykończeniem. Ujmujący blask i błysk. Projekt  sprawia, że wokalistka wyglądała jak mała porcelanowa laleczka.  Ten utwór “Sound Of Silence” jest na poziomie nie tylko europejskim ale myślę, że na światowym. Oby więcej takich kompozycji można było usłyszeć w przyszłości. Kobiece  stylizacje przykuwały oko było wszystko: tiule, szyfony oraz szalenie modne w tym roku frędzle. Takie stylizacje z rozmachem i na bogato.


 Męskie stylizacje były nastawione klasycznie, na dobrze skrojony garnitur albo… no właśnie, na miejski luźny casual. Co mnie ujęło?  Freddie reprezentant Węgier.  Spodnie jeansowe z dziurami, asymetryczna koszulka. Do tego męska etniczna biżuteria.   Mieszanka świetna a zwłaszcza w połączaniu z głosem trochę podobnym do Garou…i to gwizdanie w chórkach…fiu, fiu. Tak powinien wyglądać elegancki współczesny mężczyzna. Fajnie na luzie prezentowało się także trio z Danii, bez nadęcia a jednak było na kim oko zawiesić :)  Oryginalna stylizacja męska, to Ivan z Białorusi. Stylizacja była utrzymana w świetlistych jasnych odcieniach pasteli. Niezaprzeczalnie wyglądał jak samotny biały wilk.


 Stylizacja Michała Szpaka nie była dla nikogo z Polski niespodzianką. Internauci  szczodrzy w  dobrych ocenach piosenki Michała, raczej nie ocenili jego stylizacji równie pozytywnie. W sieci krążyły później memy, że niby był podobny do “Kapitana Hooka” lub do” Drakuli”. Może tak to już jest, że lubimy wszystko obśmiać. Mimo to obstaję w twierdzeniu, że w klasycznym garniturze ze swoim typem urody wyglądał by dopiero groteskowo. No chyba nikt nie oczekiwał, że wyjdzie w sukience.  Ja lubię być zaskakiwana, więc to co niespodziewane zawsze bardziej zapada mi w pamięci.  Nina Kraljic wygrała jak dla mnie pod względem wizerunku podczas tegorocznej Eurowizji.

Stylizacje, piosenki wszystko tworzy niepowtarzalny klimat tego festiwalu. Jasne jest to, że wygrywa najlepszy, więc zasłużenie wygrała Jamala z Ukrainy. Jej nieco mroczna suknia a właściwie chyba kombinezon oraz wyrazista interpretacja  spodobała się najbardziej w końcu to piosenka z przesłaniem. 


 Zastanawiam się, która stylizacja zapadła Wam w pamięci z tegorocznej gali “Eurovision Song Contest”, może jedna z moich propozycji.
Przeczytaj również: Zwyczajnie - kobieta

wtorek, 10 maja 2016

KONKURS - 1 ROK BLOGA


Termin zgłoszeń od 10.05.2016 do 15.06.2016

Zasady wzięcia udziału :

- pozostaw komentarz  pod jednym z wybranych przez Ciebie postów na moim blogu. Natomiast pod tym postem napisz, że bierzesz udział w zabawie urodzinowej :) 



- udostępnij zdjęcie konkursowe na swoim blogu, FB lub Google+


- dodaj mnie do obserwowanych (Google, Blogger)

- polub moją strone na FB

Do wygrania:



1. Pharmaceris N – DERMO-STRUKTURALNY KREM KORYGUJĄCY ZMARSZCZKI (próbka),

2. Pharmaceris N – ODŻYWCZY KREM DO TWARZY 4 % DERMO-LIPIDÓW (próbka),

3. Pharmaceris  M - KREM ZAPOBIEGAJĄCY ROZSTĘPOM (próbka),

4. Ziaja – KREM REDUKUJĄCY TRĄDZIK (próbka),

5. Apis – UJĘDRNIAJĄCY KREM DO TWARZY Z ŻURAWINĄ I OLEJKIEM ARGANOWYM (próbka),

6. Apis – NAWILŻAJĄCA MASECZKA DO TWARZY Z MINERAŁAMI Z MORZA MARTWEGO I KWASEM HIALURONOWYM  (próbka),

7. Curaprox – PASTA ENZYCAL  ZERO (próbka),

8. Curaprox – IMPLANT& BRACES FLOSS (próbka),

9. Cristhine – LAKIER DO PAZNOKCI (KOLOR PUDROWY RÓŻ), najmodniejszy tej wiosny ;)

Zestaw próbek dobrałam tak, że zawsze znajdziecie coś dla siebie.  Macie również okazję przetestować to co ja aktualnie testuję, czyli markę “Apis”, którą znalazłam podczas ostatnich targów “Kosmetyczno-Fryzjerskich” oraz producenta past i produktów do higieny jamy ustnej “Curaprox”. Już niebawem moje opinie o najciekawszych produktach.  Zapraszam Was do wzięcia udziału w rocznicowym konkursie na moim blogu.

Przeczytaj również: Chłodne sombre

sobota, 7 maja 2016

Pastelowo mi!




Topowymi kolorami sezonu wiosna 2016, są niezaprzeczalnie pastele. Paleta do wyboru jest naprawdę szeroka od niebieskiego tzw. baby blue poprzez subtelne odcienie fioletu, aż po kolor miętowy, pudrowy róż, a nawet kanarkowy.  Kolory brzmią pięknie i równie interesująco wyglądają na paznokciach. Wystarczy trochę fantazji i można wyczarować sobie manicure w którym będziemy supermodne. Bardzo trendy jest połączyć paletę barw pastelowych z ozdobnikami metalicznymi lub brokatowymi. Kombinacja kolorów jaki i form zaczerpnięta jest z ostatnio oglądanych pokazów, Louis Vuitton, Alexandra McQueena, Karen Walker, Gucci, Isabel Marant, Jeremiego Scott, Oscara de la Renty - ten projektant lansował w swoich projektach kolor pastelowo błękitny i turkus, mleczne odcienie wody to podpatrzone pokazy J.W. Andersona. Powiem tak ja lubię wszystkie odcienie  pastelowe są bowiem delikatne, świeże, optymistyczne. Zaletą tej palety barw jest to, że pasują do każdego kolorytu skóry. Trzeba tylko dobrać kolor który najlepiej pasuje do ubrań. Ja wybrałam na wiosenną przechadzkę po ogrodzie: afrykański fiolet. Wiecie jaki to kolor? Miałam trochę kłopotu z określeniem odcienia, który prezentuje dzisiejszy manicure, nie jest on ani do końca wrzosowy ani lawendowy. Pastelowy fiolet złamany kroplą różu.


Wykonanie, to przede wszystkim lakier bazowy Eveline Cosmetics z serii Minimax (077),który dobrze się rozprowadza dzięki szerokiemu pędzelkowi. Ocena jego jakości pod względem pigmentacji jest raczej średnia. Dokładne pokrycie płytki paznokcia bez prześwitów wymaga nałożenia od 2 do 3 warstw.  Kwiatowe zdobienia wykonałam pędzelkiem i piórkiem kreślarskim, przy użyciu lakieru Maybelline Colo Rama. Na samym końcu przydał mi się na dwóch palcach jako wierzchnia warstwa ozdobna, lakier brokatowy Quiz Safari. Jest on właściwie przeźroczysty z drobinkami mocnego purpurowego brokatu. Po zaschnięciu tworzy raczej matową powierzchnię, także dla uzyskania połysku trzeba jeszcze pomalować paznokcie top’em. Świetnie mi podpasował do mojej pastelowej stylizacji manicure. Trwałość nie jest zbyt długa, ponieważ bez odprysków utrzymuje się zaledwie od 3-4 dni. Wszystkie użyte dziś lakiery nie są drogie, to przedział od 3 do 6 zł. Namawiam Panie, aby zrobiły sobie taki pastelowy, kwitnący manicure.
Przeczytaj również: Koktajl imbirowo-kofeinowo-ziołowy na włosy

poniedziałek, 2 maja 2016

V Targi Kosmetyczno-Fryzjerskie we Wrocławiu


Napisanie dobrego tekstu o takich targach to nie lada wyzwanie.  Postaram się jednak jakoś zrelacjonować to przedsięwzięcie. “V Targi Kosmetyczno-Fryzjerskie” uważam za udane, a nawet za wyjątkowo udane.  Impreza zorganizowana była w ramach “Dni urody i spa” 23-24 kwietnia 2016 r, w Hali Stulecia. Pokazów, wykładów i konkursów było na tych targach naprawdę sporo. Wszystko skierowane jest do profesjonalistów z zakresu wizażu, fryzjerstwa, a także gabinetów oferujących zabiegi dotyczące pielęgnacji urody. Można tu zobaczyć jakie są nowinki, zastanowić się nad ewentualnymi szkoleniami, kupić profesjonalne kosmetyki oraz rozerwać się oglądając zmagania fryzjerów i wizażystów. Jest kolorowo, barwnie, no i na pewno nikt nie wyjdzie z targów niezadowolony. Ja byłam na tej imprezie w niedziele.
W tym dniu odbywały się między innymi finały:  IV Polskich Mistrzostw Makijażu Nastolatek, gdzie tematem był makijaż na studniówkę , I Mistrzostwa Makijażu Artystycznego, a także Mistrzostwa Dolnego Śląska we Fryzjerstwie, które były prowadzone przez Cech Rzemiosł Różnych we Wrocławiu. Z tych ostatnich zawodów mam nawet kilka zdjęć. Na myśl mi przyszło tylko jedno, uzdolnionych młodych ludzi mamy w Polsce wyjątkowo dużo. Ogromnie przyjemnie było obejrzeć jak się starają :)






Podobnie bardzo fajnie zaprezentowała się, “Akademia Wizażystki Maestro” – Olaf Tabaczyński. Jest to placówka doradczo-szkoleniowa z zakresu kreacji wizerunku. Panie makeup’istki w ramach konkursu oferowały analizę kolorystyczną a także brokatowe usta. Muszę przyznać, większości Pań bardzo się podobał taki “look” i chętnie poddawały się tej metamorfozie. Za namową sympatycznych Pań usiadłam i ja na krzesełku do wizażu. Efekt możecie obejrzeć i ocenić na jednym ze zdjęć. Ach, te usta…ach, wzbudziłam niemałą sensację w komunikacji miejskiej ;) Trochę dziwne uczucie, bo brokat nałożony na podkład daje uczucie sztywności. Całość takich brokatowych usteczek utrzymuje się do 5 godzin. Z tym, że nie można jeść a picie jest możliwe za pomocą rurki. To tak, gdyby ktoś z moich czytelników chciał sobie zrobić taki makeup na przyszłego Sylwestra.



Brokatowe usta wykonała mi makeup'istka z "Akademii Wizażystki Maestro" podczas targów.
Kolejnym interesującym mnie tematem była stylizacja paznokci.Wśród stoisk targowych znalazłam dwie interesujące marki. Pierwsza to firma “V&K Cosmetic”, która jest wyłącznym dystrybutorem produktów SNS w naszym kraju, dzięki którym wykonuje się manicure tytanowy. Produkty SNS, to specjalny zestaw pudrów oraz innych środków, które w połączeniu gwarantują szybki i niezwykle trwały manicure ( do 4 tygodni). Zainteresowałam się tą metodą, gdyż jest ona alternatywą dla techniki hybrydowej, żelowej oraz akrylowej. Na pewno jest szybsza, bo wykonanie pełnego zabiegu to 45 minut i co jest niezwykle istotne nie wymaga użycia lampy UV. Stoisko miało niesamowite powodzenie, bowiem wiele Pań odwiedzających targi chciało wypróbować  osobiście jaki jest manicure tytanowy, włącznie ze mną. Konkludując na pewno technika ta ma przyszłość na naszym rynku. Marka w ramach targów otrzymała nagrodę w kategorii “Innowacja” i jest to wyróżnienie z pewnością zasłużone.  Cieszy mnie, że we Wrocławiu jest gabinet, który wykonuje manicure tytanowy.




Drugie stoisko wypatrzone przeze mnie “Caretime”, dystrybutor produktów Glam Plates. Można było tu kupić wszelkie akcesoria do zdobień paznokci. Były to blaszki i stemple do wzorków, naklejki lakiery i wiele, wiele innych niezbędnie potrzebnych rzeczy do zdobienia paznokci. Nareszcie nabyłam moją pierwszą dobrą jakościowo blaszkę za 15 zł. Przy okazji pracowniczka firmy ozdabiała uczestnikom targów paznokcie, co szalenie ułatwiało wybór blaszki. Nie ma jak przetestować produkt na żywo. To nie to samo, co zakup takich akcesoriów przez internet. Jeszcze jedno, Pani stylistka zdradziła mi kilka tajników wykonywania wzorków, które opiszę przy okazji następnych postów. Jak się okazało takie szybkie szkolenie również było mi potrzebne.



To moje paznokcie: dwa palce mają zdobienia wykonane metodą stemplowania przez Panią stylistkę z "Caretime"(wzorek trochę się rozmazał, bo w domu próbowałam zabezpieczyć je nieodpowiednim top coat'em) , palec serdeczny jest wykonany techniką tytanową na stoisku "V&K Cosmetic" idealnie się trzyma na paznokciach.
Na koniec nie sposób nie wspomnieć o producentach kosmetyków. Chwilę zajęła mi wizyta na stoisku profesjonalnych kosmetyków naturalnych marki  “Sofie”. Zrobiłam również zdjęcie sympatycznym Paniom z firmy. Oferta wydaje się dość ciekawa peelingi, kremy do twarzy, kremy do stóp i rąk, regenerujące maski i oleje. Niestety nie będę miała okazji przetestować tej marki osobiście w domu, bo nie było już żadnych próbek na stoisku nad czym ubolewam.



Natomiast ostatnie stoisko kosmetyczne warte uwagi to producent kosmetyków “Apis Natural Cosmetics”. Posiadają bardzo bogatą ofertę obejmującą ponad 250 produktów. Niezwykle interesujące receptury, które dają gwarancję dobrej jakości. Do produkcji swoich kosmetyków marka ciągle poszukuje innowacyjnych rozwiązań w zakresie biochemii i biotechnologii, współpracując  z instytutami naukowo-badawczymi. Prowadzi również szkolenia dla pracowników gabinetów kosmetycznych z wykonywania zabiegów przy użyciu preparatów tej marki. W co można było się zaopatrzyć na stoisku firmy “Apis”: preparaty do demakijażu,eksfoliacji, maski algowe, kremowe, koncentraty, peeling, kremy balsamy i wiele innych produktów.  Jak się dowiedziałam marka ma również produkty skierowane do indywidualnych, detalicznych klientów nie tylko dla specjalistów. Profesjonalna obsługa i dobre podejście do potrzeb klientów  to wyróżnik tej firmy. Nie muszę chyba dodawać, że dostałam dużo próbek produktów, które postaram się przetestować w najbliższym czasie.


Moje podsumowanie i ocena “V Targów Kosmetyczno-Fryzjerskich” jest jak najbardziej pozytywna. Wprawdzie odwiedziłam tą imprezę po raz pierwszy ale bardzo mi się spodobała. Dobra organizacja targów, interesujący wystawcy, prelekcje i pokazy. Wszystko sprawiło, że poszerzyłam moją wiedzę merytoryczną na temat nowinek z dziedziny pielęgnacji urody. Być może czytelniczki bloga zachęcone moją skromną relacją, również uwzględnią te targi w swoich planach na przyszły rok. 

środa, 20 kwietnia 2016

♥ Buty miłością malowane ♥




O butach mogłabym poemat napisać. Dziwne jest, że do tej pory nic o nich jeszcze nie było na moim blogu, więc nadrabiam tą zaległość. To taka moja mała słabość z której nie chcę się wyleczyć. Co tu zrobić kiedy okazja jest jedyna w swoim rodzaju np. ślub a odpowiednich, wymarzonych, upragnionych butów w sklepach nie można wypatrzyć. Pomyślcie, czy nie byłoby pięknie gdyby takie buty były Twoją pamiątką na całe życie. Oczekiwania konsumenckie współczesnych Pań Młodych takie właśnie są, czyli wykraczające ponad standardowe modele obuwia. Pomocną dłoń zaoferowała utalentowana kanadyjska projektantka Deborah Thomson w swojej firmie “Figgie Shoes” projektuje i wykonuje ręcznie malowane unikaty. Można o nich powiedzieć buty z duszą. Malowane z miłości do piękna i dla upamiętnienia najpiękniejszych chwil w życiu kobiety. Artystka, bo D. Thomson z pewnością nią jest, po wstępnej konsultacji nadaje butom indywidualny i niepowtarzalny charakter. Wykorzystuje często ornamenty florystyczne, grafikę, no i oczywiście sentencje. Zdobienia są na butach, a także na zelówkach…genialny pomysł. Wszystko to sprawia,że pantofle wyrażają osobowość jej właściciela i stają się jedyną w swoim rodzaju pamiątką z ważnych chwil, które warto zatrzymać na lata. Napisałam właściciela , ponieważ D. Thomson wykonuje nie tylko zdobienia na damskim obuwiu. Z prośbą o wykonanie takich ekscentrycznych i szalonych butów zgłaszają się również Panowie. Próbowałam dotrzeć do informacji ile kosztuje taka nietypowa artystyczna usługa. W jednym z artykułów na ten temat podano, że cena zaczyna się od 250 $ za klasyczny czarno-biały wzór, a dwa dodatkowe kolory to dodatkowe 50 $. Jest to jednak cennik z roku 2012 więc na pewno uległ zmianie. Poza tym na stronie autorki nigdzie nie ma cen nawet przybliżonych. Ponieważ właściwie są one dostosowywane do zamówienia każdego klienta indywidualnie. Jednocześnie znalazłam wystawione gotowe egzemplarze na www.etsy.com za 763 zł. Czy cena  jest przystępna to zależy, na pewno warto zastanowić się nad ich zakupem. Nie wiem jak Wam się spodobają jej projekty ale myślę, że znajdą zagorzałych zwolenników. Ja mogę oglądać je godzinami :) . Zdobienia choć wyglądają na zwykłe rysunki to mają dość dużą trwałość, są wykonane wodoodporną farba i odpowiednio zabezpieczone – zaimpregnowane lakierem w spray’u. Debora i firma, którą prowadzi jest właściwie bezkonkurencyjna.





Źródło: Deborah Thomson/Figgie Shoes, www.figgieshoes.com

Przeczytaj również: Urok klasyki


czwartek, 14 kwietnia 2016

El matador




Niepoprawnie wciąż chwytam byka za rogi. Hiszpania to kraj gorącego słońca,ekspresyjnego tańca flamenco i corridy. Uwielbiam podróże do krajów, które kulturowo wywierały wpływ na sztukę i modę całej Europy. Jeśli chodzi o mnie to na razie udało mi się zwiedzić jedynie albo aż Wyspy Kanaryjskie, a to co najciekawsze czyli Madryt mam ciągle w sferze marzeń i planów. Fascynacja wszystkim co hiszpańskie bierze się chyba u mnie z umiłowania do szczegółu, wzornictwa no i wreszcie do koloru. Filmy Pedro Almodovara “Matador” czy “Porozmawiaj z nią” pokazują jaka perfekcja tkwi w przygotowaniach do śmiertelnego rytuału.  Matador musi być ubrany idealnie liczy się wszystko każda klamra i guzik w jego stroju. Może właśnie to sprawia, że nie jest to zwykły pokaz okrucieństwa (czego nie popieram). Oczywiście oba wymienione filmy polecam, to tak na marginesie choć jak większość twórczości Almodovara nie są łatwe w odbiorze. Projekt kolczyków, który dziś prezentuje nawiązuje do hiszpańskiej duszy. Krwista czerwień, migoczący duży kamień i drobne wzory koronki uzupełniają się wzajemnie. Motywacją do zrobienia tych kolczyków była stylizacja w stylu tancerki flamenco, którą chcę kiedyś zrealizować. Fajnie byłoby pokazać Wam moją ulubioną sukienkę, która czeka na małe przeróbki. Jest z czarnego jedwabiu i posiada piękny wzór z czerwonych  róż. Na razie musicie trochę na tą stylizację poczekać …a kolczyki idealnie do niej pasują ;) Zostawiam Wam jeszcze spot z filmu “Porozmawiaj z nią” gdzie torreadorem była kobieta. Bo kobiety to “zabójcy” czego by nie robiły obrona bywa bezcelowa, zwłaszcza gdy są eleganckie i inteligentne. Mimo wszystko najpiękniejsze filmy o kobietach tworzą mężczyźni,  sam Almodovar w jednym z wywiadów powiedział: „Kobiety wydają mi się bardziej interesujące, bogatsze, bardziej złożone, zaskakujące. Mężczyzna jest jakby z jednego kawałka”.

Czytaj również: Chłodne sombre


wtorek, 5 kwietnia 2016

Grzeczne dziewczynki noszą “denim jacket”





Wcale nie takie grzeczne jak się może wydawać. Styl bycia jest czasem uzależniony od tego jak się ubierzemy. Czy wynika to z tego, że w jednym stroju czujemy się lepiej, a w innych stylizacjach możemy być po prostu przebrane za kogoś kim nie jesteśmy? Tak jest kiedy musimy codziennie chodzić w ubraniu dostosowanym do pracy którą wykonujemy. Przecież nie o to chodzi. Wtedy zazwyczaj zaczynamy się krępować i myśleć “kiedy ja to wreszcie ściągnę” i jest to niewątpliwie koszmar. Z tej przyczyny chciałam napisać trochę o jeansowej kurtce, która sama w sobie jest ucieleśnieniem luzu. Dlatego jest tak lubiana.
W trendach na wiosnę 2016 można znaleźć ten element garderoby. Używana jest ona w wielu różnorodnych stylizacjach magazynów modowych. Jeansowa kurtka to absolutne “must have” tej wiosny. Oczywiście, że pojawiła się dawno ( lata 30) a najbardziej popularna była w latach 80s-90s. Dziś można ją zastosować do swobodnych i luźnych połączeń ale również do koszuli i grzeczniej dwukolorowej stylizacji. Wtedy nawet jeśli trzeba wyglądać bardziej formalnie wszystko fajnie współgra. Całkiem ciekawym zestawem jest “jacket jeans” kontra tekstyl. Tak właśnie dobrałam dzisiejszą wiosenną stylizację, która jest grzeczna ale jednak na luzie. Mam na sobie kurtkę jeansową w kolorze ciemnego granatu. Jest to model kurtki w swojej formie przypominający klasycznego “Levis’a”, czyli fason z kieszonkami, kołnierzem i metalowymi guzikami. Dopasowałam do niej białą koszule “Orsay” wciętą w talii o oryginalnych dużych mankietach. Do całości pasuje ciemno granatowa tekstylna spódnica, a nie jeansowa jak by się mogło zdawać. Dodatki to: półbuty tzw. kowbojki (ale oczywiście nie kozaki) i szaro-srebrna apaszka. Biżuteria może być naprawdę różna, w zależności od upodobania. Na dwóch zdjęciach mam na sobie komplet małych kolczyków z zielonym oczkiem, gdzie jeden z nich to nausznica. Można również założyć coś w stylu mojej lensowej biżuterii. Na zdjęciach pośród  krokusów prezentuje Wam na sobie komplet “Zachód czarnego słońca”.
Wracając do motywu przewodniego dzisiejszego posta, czyli denim jacket. Bardzo oryginalne i modne, są kurtki z wieloma kolorowymi naszywkami i aplikacjami, które ubarwiają styl uliczny. Niewiele umiejętności krawieckich wymaga zmiana starej kurtki na nową. Do czego gorąco namawiam moich czytelników. Można zwyczajnie wstąpić do pasmanterii i kupić takie naszywki, a później w kilka minut zmienić  standardową kurtkę na niepowtarzalną, której nikt oprócz nas nie ma. Oczywiście, że kurtki jeansowe mogą być również w innych fasonach. Bardzo ciekawym rozwiązaniem jest denimowa ramoneska nazywana także “biker jacket”. Model jest skopiowany z kurtek skórzanych ale w formie jeansowej wygląda naprawdę dobrze.Właściwie planuję zakup takiej. Wiosna to czas zmian i trzeba kupić coś nowego. Zapięcia na zamek są szalenie wygodne a krój sprawia, że wygląda się w niej korzystnie i szczupło. Cieszę się, że nareszcie mogłam wyjść i zrobić kolejną sesję w plenerze wśród kwiatów, na co czekałam od wielu miesięcy. Pozdrawiam wszystkich odwiedzających mojego bloga przypadkowo jak również celowo.
Przeczytaj również: Wiosenne inspiracje 

środa, 30 marca 2016

Maseczki S.O.S.


Podczas tych kilku ostatnich dni świątecznej laby postanowiłam dobrze spożytkować czas wolny.  Nie chciało mi się jednak robić coś własnego i sięgnęłam po tak zwane maski gotowce.  Mam nadzieję, że i u Was święta upłyneły w przyjemnej, spokojnej i rodzinnej atmosferze.  Może, tak jak ja znaleźliście chwilę tylko dla siebie, bo jest to nam koniecznie potrzebne aby nabrać sił do walki z życiem. Dzisiejsze maski zakwalifikować można jako ekspersowe: to takie, które radykalnie poprawiają wygląd, redukując mankamenty z którymi borykamy się na co dzień. Przedstawiam Wam moją recenzję trzech ratunkowych maseczek S.O.S.

Perfekta Beauty Express Mask - moc roświetlenia


To maska, która roświetla cerę i nadaje jej zdrowy, wypoczęty wygląd, maskując cienie pod oczmi oraz wszelkie oznaki zmęczenia. Skóra nieodtleniona i zszarzała, po zastosowaniu tej maseczki powinna ulec radyklanej poprawie. Jest ona ostatnią deską  ratunku naprzykład przed wyjściem na jakieś przyjęcie. Co zapewnia ten natychmiastowy efekt S.O.S? Zawiera złoto 24 - karatowe i kwas hialuronowy. Dzięki nim skóra staje się dogłębnie nawilżona, zregenerowana i delikatnie roświetlona. Sugestia producenta jest taka, aby zastosować tą maseczkę np.pod makijaż nie zmywając jej. Niestety pomysł jest jak dla mnie chybiony. Mimo, że jest delikatna i przyjemna w zastosowaniu. Przypomina w konsystencji mleczno-perłowy żel. Po odczekaniu 20 minut nie wchłania się całkowicie, a drobinki złota tworzą świetlistą opalizującą powłokę. Nie preferuję raczej takich efektów wiec ją poprostu zmyłam, co również i Wam sugeruję jeśli bedziecie chcieli ją wypróbować. Ogólnie nie jest zła choć nie rewelacyjna. Cena to 1.90 zł. W składzie nie zawiera parabenów to z pewnością plus. Wydaje się dość wydajna. Wszystkie maski marki “Perfecta Beauty” są w dużych opakowaniach i wystarczają na 2 aplikacje. Gdybym jednak miała być szczera nie jest to wygodne opakowanie. Po nacięciu saszetki trzeba resztę jakoś zakleić, zabezpieczyć np. taśmą aby reszta nie wyschła. Czy nie lepiej byłoby zgrzać saszetkę na dwie odzielne porcje maseczki. Nie wiem dlaczego producent wybrał takie mało praktyczne opakowanie.


 

 Ocena działania w skali 1-5

WCHŁANIANIE: 3
NAWILŻENIE: 4
ELASTYCZNOŚĆ SKÓRY: 4

Skład: Aqua, Hydrogenated Poly-1-Decene, Glycerin, Sodium Hyaluronate, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer,  Silica, Cichorium Intybus Root Oligosaccharides, Caesalpinia Spinosa Gum,  Acetyl Heptapeptide-9, Colloidal Gold(nano), Acrylates/C10-C30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Carbomer, Hydraxyacetophenone, Phenoxyethanol, Disodium EDTA, BHA, Sodium Hydroxide, Parfum, Mica, CI 77891, Tin Oxide.

Perfekta Beauty Booster Mask - macierzyste odmładzanie komórek
Maseczka na twarz, szyję i dekolt dla kobiet dojrzałych, przy każdym rodzaju cery po 40 roku życia. Jej działanie to uzyskanie szybkiego efektu redukcji zmarszczek (lifting) jak określa producent “w 4 wymiarach”. W składzie posiada komórki macierzyste z arganu i róży, które widocznie wpływają na gęstość skóry. Dobre nawilżenie zapewnia kwas hialuronowy. Zawiera ona również liście baobabu, które poprawiają naprężenie skóry, jędrność i gładkość. Witamina C natomiast pobudza syntezę kolagenu oraz sprawia, że cera nabiera zdrowego kolorytu. Co do składu należy podkreślić, że nie posiada parabenów.Wprawdzie  nie jestem jeszcze w przedziale wiekowym dla którego została ona stworzona, jednak czasem używam bardziej silnie działających kosmetyków, gdy chcę uzyskać efekt natychmiastowej poprawy wyglądu skóry. Nie należy stosować takich metod często, bo można spowodować przyzwyczajenie się skóry do takich zabiegów.
Jaka maseczka jest podczas zastosowania ma delikatny zapach nie drażniący. Konsystencja jest zdecydowanie cięższa i mocno tłusta. Od razu po aplikacji daje pozytywne uczucie regeneracji. Twarz jest wyrażnie gładsza i napięta. Jednak nie mogłabym pozostawić jej bez zmywania. Ma dużą zawartość olejków wiec polecam ją zmyć wodą pomimo, że producent zmów sugeruje aby zostawić resztki do całkowitego wyschnięcia. Cena to ok 2 zł. Jest to maska na tyle dobra, że w razie potrzeby szybkiej poprawy wyglądu i smopoczucia na pewno po nią jeszcze sięgnę.
 
Ocena działania w skali 1-5

WCHŁANIANIE: 4
NAWILŻENIE: 5
ELASTYCZNOŚĆ SKÓRY: 5

Skład: Aqua, Paraffinum Liquidum, Isopropyl Palmitate, Caprylic/Capric Triglyceide, Glyceryl Stearate, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/VP Copolymer, Glycerin, Sodium Hyaluronate, Hydrolyzed Adansonia Digitata Extract, Carthammus Tinctorius Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Tocopheryl Acetate, Ascorbyl Palmitate, Linoleic Acid, Argania Spinosa Callus Culture Extract, Isomalt, Lecithin, Sodium Benzoate, Rhododendron Ferrugineum Leaf Cell Culture Extract, Lactic Acid, Stearyl Alcohol, Ceteareth-20, Ceteareth-25, Dimethicone, Hydroxyacetophenone, Phenoxyethanol, BHA, Sodium Hydroxide, Benzyl Benzoate, Benzyl Salicylate, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Buylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool, Hydroisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Parfum.

 Eau Thermale Avene – Tolerance Extreme

Ostatnią maseczkę dostałam w ramach testów programu konsumenckiego “Life Style” drogerii Super-Pharm. To oczywiście lubiana przeze mnie marka “Avene”.  Przeznaczona jest do skóry wrażliwej i nadwrażliwej oraz ma wykazywać działanie natychmiastowego nawilżenia i ukojenia. Opis składu brzmi na prawdę interesująco, to 7 “fizjo-kompatybilnych” i “fizjo-lekkich” składników.  Bardziej przystępnie mówiąc jest to maska która, opiera się na maksymalnie siedmiu składnikach oraz posiada wysokie stężenie gliceryny, co przynosi skórze uczucie wyjatkowej świeżości. Większość innych maseczek nakłada się na twarz na 15-20 minut, tą stosuje się zaledwie przez 5 minut.  Czas sugerowany w zupełności wystarcza, więc jeśli nie masz zbyt dużo czasu proponuję ten produkt. Maseczka Tolerance Extreme jest kosmetykiem sterylnym, czyli takim gdzie nie znajdzie się w składzie konserwantów, substancji powierzchniowo czynnych, zapachowych oraz regulatorów pH. Można powiedzieć, że w prostocie siła. Podczas zastosowania jej byłam niezwykle zadowolona  jest nie tłusta i dobrze się rozprowadza. Po całkowitym wyschnieciu i umyciu skóra twarzy jest delikatna, nawilżona a pory nie są zablokowane. Myślę, że można ją polecić osobom z tendencją do powstawania zaskórników. Cena 50.75 za opakowanie 50 ml.

Ocena działania w skali 1-5

WCHŁANIANIE: 5
NAWILŻENIE: 5

ELASTYCZNOŚĆ SKÓRY: 4

Skład: Avene Thermal Sring Water (Avene Aqua), Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Behenyl Alcohol Butyrospermum Parkii (Shea) Butter (Buyrospermum Parkii Butter) Carthamus Tinctorius (Safflower) Seed Oil (Carthamus Tinctorius Seed Oil), Sodium Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer Water (Aqua).
I tak oto upłynął mi czas błogiego świątecznego relaksu. Zapraszam do komentowania posta. Być może również lubicie jedną z prezentowanych dziś maseczek a może wszystkie J Jestem jak zawsze ciekawa, jakie macie doświadczenia w tym temacie.

Przeczytaj również: Sen to regeneracja

sobota, 12 marca 2016

Szepty bieli


 
 
Większość biżuterii, którą stosujemy jest tylko dodatkiem do całości. Inaczej mówiąć akcentem. Jak to z akcentem bywa może być to wykrzyknik. Mówiąc prościej, coś co krzyczy kolorem i błyskiem lub coś co zaledwie szepcze. Jakiś czas temu prezentowałam moja koncepcję charyzmatycznej bransolety, która jest świetnym dodatkiem do odważnych gotyckich stylizacji (tu). Dziś prezentuję bransoleto-pierścionek w łagodnej wersji. To taki romantyczny dodatek do czegoś bardziej stonowanego np. delikatnej białej  bądź pastelowej sukienki w stylu vintyge. Ja stylizacyjna eksperymentatorka spróbowałabym zastosować  taki szepczący bielą dodatek do czegoś prostego w swojej formie. Może byłby to dobrze skrojony ciemny granitur lub prosta mała czarna, utrzymanej w klimacie Coco Chanel. Koniecznie z wąskimi rękawami ¾ , bo przy takich oryginalna bransoleta stałaby się krzyczącym akcentem.  Kto powiedział, że do takich stylizacji pasują tylko perły. Myślę, że można a nawet trzeba czasem zastosować coś nowego i spojrzeć na naszą garderogę i dodatki z innej perspektywy. Jak zawsze czekam na Wasze obiektywne komentarze.
Przeczytaj również: Pink czy turkus
 

piątek, 4 marca 2016

Gadżety kobiety

 
Już za kilka dni “Dzień Kobiet”. Minęły te czasy kiedy wszystkie Panie dostawały przydziałowego goździka i rajstopy. Co dziś można kupić kobiecie, co by sprawiło jej przyjemność. Oczywiście, że może to być futro z norek, drodzy Panowie albo malutki pierścionek z brylantem.  Jednak warto poszukać czegoś nie drogiego, co sprawi w tym dniu radość i będzie jakimś synonimem prezentu. Powiem tak, co kobieta kupiłaby sobie sama w tym dniu i będzie to upominek trafiony. Wybrałam trzy rzeczy, wszystkie kupione w sklepie “Za 5 zł”, mówię tu o sieci tych tanich sklepów, które mają w asortymencie głównie chińszczyznę.   Można tu znaleźć coś cieszącego oko ale również można wyrzucić w błoto kilka złotych i kupić po prostu bezużyteczny bubel. Ponieważ często testuję nowe gadżety i ja na taki natrafiłam.
 
Pierwsza propozycja to woda kwiatowa “First Love” o zapachu różanym. Nie ma doskonałej jakości pod względem intensywności. Jednak zaletą jest jej estetyka bardzo ładne opakowanie i cudna buteleczka, która jest podróbką perfum Diora  J’Adore. W środku dodatkowy efekt wizualny. Małe drobinki złotego brokatu iskrzą się przy każdym poruszeniu flakonika. Z tej przyczyny może stać na toaletce choćby dla ozdoby.
 
Drugi trafiony kobiecy upominek to niezwykłe otwierane pudełko, które jest paletą z błyszczykami. Ach…ile razy my kobiety nie możemy się zdecydować, który odcień pomadki jest nam koniecznie potrzebny. Ten mały gadżecik rozwiązuje ten problem. Do dyspozycji jest aż 12 kolorów błyszczyka. Nakłada się go za pomocą małego pędzelka, który jest całkiem przydatny i poręczny. Owszem minusem jest fakt, iż kolory nie wystarczą na długo ale raczej o symbolikę tu chodzi. Myślę, że taki fikuśny prezent może się spodobać.
 
Na sam koniec chciałam opisać coś, co początkowo wzbudziło moje zainteresowanie. Szukałam dla siebie zestawu blaszek i stempla do robienia wzorków na paznokcie. Niestety nie jest łatwo w sklepach stacjonarnych dostać coś takiego. Wtedy znalazłam takie dziwne coś. Nie wiem jak to nazwać – stempel bez blaszek. Mówiąc szczerze nie widziałam tego na żadnym blogu ani nigdzie na intrenecie. Więc na pewno warto go opisać. Jest to stempel, który ma od razu wyżłobione wzory. Cena w porównaniu z tradycyjnym zestawem była kusząca (4.99), więc dałam się na to nabrać. Jak to używać? Na gumową powierzchnię nakłada się odrobinę lakieru. Następnie odbija się delikatnie kilka razy wzór na kartce papieru, aby odsączyć nadmiar lakieru. Na końcu przykładamy stempel do paznokcia i gotowe. To by było zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Jest to zwyczajnie chiński bubel. Mimo wielu prób z różnymi lakierami i moich dobrych chęci do opanowania dziwnej techniki odbijania wzorów, nie udało mi się osiągnąć pożądanego efektu. Stempel po prostu odbija rozmazane wzory lub miejscami nic nie odbija. Zdarza się, że wydam kilka złotych i jest to zakup nie udany. Dlatego nie proponuję takiego gadżetu na prezent nikomu.  Lepiej wydać trochę więcej i kupić  tradycyjny zestaw do robienia wzorków a na pewno każda dziewczyna/kobieta będzie z tego zadowolona. Pozdrawiam wszystkie Panie i życzę wielu udanych trafionych upominków takich od serca. No i oczywiście całus oraz kwiatek jest zawsze na czasie ;)…gdybym miała doradzać.

Przeczytaj również: W poszukiwaniu hollywoodzkiego uśmiechu
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...